wiele się nie pomyliła;-)
Wersja do druku
Jedna pani w średnim wieku jak mnie zobaczyła z Idalią w chuście, z drugim dzieckiem uwieszonym za rękę i siatą zakupów z Biedronki to zaczęła mi bić brawo :mrgreen: Powiedziała, że świetnie sobie radzę :mrgreen:
A inna chciała mi wnieść siatkę do autobusu, ale okazało się że ja jadę innym. No i ostatnio jedna pani podsadziła Nelę w autobusie na miejsce, które nam zwolniła...
Drugie dziecko już w chuście noszę, a wciąż mnie cieszą takie reakcje.
tia, dziś jedna starsza pani najpierw się zachwyciła, ale zaraz zaczęła doradzać, żeby koniecznie usztywnić na pleckach, żeby mała prosto siedziała. Na moje tłumaczenia, że tak jest właśnie dobrze wytoczyła ciężkie działo: pracowała kiedyś w służbie zdrowia
Kurcze, a czy noszenie w chustach mogłoby nie wzbudzać żadnych komentarzy i złośliwych/ciekawskich/współczujących spojrzeń???
Bo właściwie nie jest to żadna nowość, a ja nadal się zastanawiam wychodząc z domu kazdego dnia z córcia w chuście, co nowego usłyszę i jakie wzbudzę emocje. Do tej pory nie było normalnego spaceru.
Wkurza mnie to.:fire:
a gdzie chodzisz na spacery mamamia?
Ja sie w Krakowie jeszcze nigdy nie spotkałam z niemiłym komentarzem - jesli juz, to usmiechy, albo po prostu brak reakcji.
A rodzince, wszystkim babciom i ciociom bardzo sie podoba noszenie :) Jedna powiedziala mi, ze kiedys tez tak noszono, tylko w zwyklych szmatach :P
dziś kasjerka w Lidlu się nami zainteresowała, czy to takie specjalne do noszenia, czy tak po prostu sama sobie uszyłam z kawałka materiału, jak to się wiąże, czy sama to wiąże, a jak tak, to jakim CUDEM.. myślałam, że jakaś fajna babka, czująca czaczę, ale na koniec rozmowy skwitowała "biedactwo. nie może nawet rękami nosić". :D
No właśnie - też zawsze o tym myślałam, jak sobie Antka wsadzałam do chusty (już nie noszę, bo za duży)
Chodzi o to, że ja nie chcę ŻADNYCH komentarzy, miłych też nie. W końcu jak idę z wózkiem, to mnie nikt nie komplementuje... Ja po prostu nie lubię zwracać na siebie uwagi wśród obcych ludzi.
a ja tam lubię, jak ktoś się zachwyci, że dzidzik słodko wygląda mi przez ramię, albo jak na świat ciekawie patrzy, jaki śliczny etc. Trochę mniej lubię te na temat wygody/zdrowia/wypadania etc. Ale my to i z wózkiem często wzbudzamy sensację, bo zazwyczaj bierzemy phila&tedsa gdzie jedno z dzieci chowa się pod/za siedzeniem z drugim.
Jak raz poszłam jeszcze z malutką starszą na brzuchu na spacer z moim bratem i jego psem, i pies wzbudzał większe zainteresowanie (mijaliśmy dużo przedszkolaków, które już psa znały), to czułam się nieswojo ;)
Ja wczoraj za to usłyszałam za plecami głos pana; o ja piernicze, ale dziecko męczy...:duh:
Chciałam się odwrócić i coś rzec,a le wiem, ze w zdenerwowaniu to nie za duzo kultury we mnie jest.
My byliśmy kilka dni temu w galerii bo mamie się zachciało ;) mały w scoota sobie wygodnie siedział. Pani kasjerka w tesco spakowała nam zakupy bo "mama takie ruchy wykonuje, że biedak się męczy" - ja tego niezauważyłam a może wyrodnam :ninja:
zaś w innym sklepie pani rzekła: "najlepiej u mamusi" i popatrzyła z takim spokojem :D
ogólnie dużo gapiów pomimo iż to większe miasto bo u mnie w małym miasteczku ostatnio widziałam jeszcze jedną mamusię noszącą w nosidle ergonomicznym, chust 0 - masakra jakaś tzn. zacofanie ;)
u nas tekst: "a Ty co?" :roll:
ja z małym w chuście z przodu, mijamy na spacerze 3 dziewczynki ok 5-6-letnie, zauwazywszy nas jedna mówi -patrzcie, jak wisi!
i wszystkie w śmiech, ja też nie mogłam sie powstrzymac i wybuchłam śmiechem. Miałyśmy wszystkie ubaw po pachy:cool:
Nami się interesują prawie wyłącznie przedszkolaki. Najczęściej słyszę cienkim głosikiem wykrzykiwane zdziwienie: "mamusiu, mamusiu! Zobacz! Dzidzia w plecaczku!" :)
Ja po lekturze tego wątku byłam nastawiona psychicznie na różne komentarze, ale niepotrzebnie;-) Zwykle podczas spaceru nie komentuje nikt, z wyjątkiem małych dzieci, które zwykle się bardzo cieszą i pokazują to zjawisko (czyli nas) palcem rodzicowi, który w dziewięciu przypadkach na dziesięć odpowiada "Tak, tam jest dzidzia" albo coś w tym stylu.
Wczoraj pierwszy raz zdarzyło mi się, że ktoś się bardziej zainteresował - poszłam do dużego obuwniczego mierzyć buty, a Mała spała w kieszonce. Jedna ze starszych ekspedientek zaczęła pytać czy mi wygodnie w butach, które mierzyłam, a potem jej wzrok powędrował wyżej, zobaczyła Młodą i wydała z siebie tylko takie rozmaślone "Ach!...". Potem pytała czy Maleństwu tak wygodnie, ile ma, zapakowała mi zakupione buty i życzyła wszystkiego najlepszego;-) A, i też wczoraj spotkałam się pierwszy raz z tym, że ktoś zechciał mi pomóc (przez całą ciążę nie miałam tej przyjemności) - na poczcie spadła mi siatka i dwie panie na raz rzuciły się ją podnosić i mi podawać. Widać z dzieckiem w chuście wyglądam na bardziej niesprawną niż w 9 miesiącu ciąży:]
kumpel męża ostatnio baardzo zainteresował się, czy "nie boimy się, że on stamtąd wypadnie?" :)
Mnie o to dosyć często pytają i nie rozumieją, że nie.
A ja dzisiaj z młodym w sklepie na mini zakupy byłam. Stałam w kolejce do kasy, a za mną stała jakaś jedna kobitka, a za tą kobitką druga. Obie patrzyły mocno zdegustowane. A potem (chyba im się wydawało, że nie słyszałam) powiedziała jedna do drugiej: No co też te matki teraz wymyślają. Biedne te dzieciaki, takie pościskane.
No a moje biedne, pościskane dziecko śmiało się pełną paszczą :-)
Święte słowa! Czemu chusta czy ogólnie noszenie nie może być czymś naturalnym nad czym przejdzie się do porządku dziennego tak jak wózek, choć muszę przyznać, że mi się żadne niemiłe akcje nie trafiły, ale zdziwienia i obracających się za nami głów wiele.Cytat:
Kurcze, a czy noszenie w chustach mogłoby nie wzbudzać żadnych komentarzy i złośliwych/ciekawskich/współczujących spojrzeń???
Bo właściwie nie jest to żadna nowość, a ja nadal się zastanawiam wychodząc z domu kazdego dnia z córcia w chuście, co nowego usłyszę i jakie wzbudzę emocje. Do tej pory nie było normalnego spaceru.
Wkurza mnie to.:fire:
A może by się tak zacząć wózkom dziwić i przeżywać, że to takie utrapienie dla biedactwa, że nim tak trzęsie na naszych "prościutkich" chodnikach :D
W środę byłam w warszawskiej galerii. Po raz kolejny nie widziałam nikogo noszącego. Tzn. noszącego w chuście/MT/nosidle ergonomicznym. Bo mamy z rozwrzeszczanymi dziećmi na rękach widziałam często :ninja:
Już na samym początku zakupów jakieś człowieki w wieku moich rodziców zachwycały się moją córą. Że taka pogodna i spokojna, a to dlatego, że do mamy przytulona i dużo lepiej jej niż w wózku :thumbs up:
I jeszcze w przymierzalni w Zarze czekałam aż siostra skończy mierzyć swoje ciuchy, żeby wzięła ode mnie Młodą. Stałyśmy sobie więc, zamotane w kieszonkę, z ciuchami do mierzenia pod pachą. Obok mężczyzna wspierał swoją przymierzającą coś partnerkę. Tak go zafascynowałyśmy, że jak zaczęłam jedną ręką się rozplątywać z chusty, to zaoferował mi pomoc :lol: Za co Młoda obdarzyła go swym najszczerszym trójzębnym uśmiechem :lol: Ale nie skorzystałyśmy z pomocy ;)
W ogóle, to słyszałam tylko, że bardzo spokojne i zadowolone dziecko mam :mrgreen: Komentarzy o niewygodzie itp. nie słyszałam ;)
Ostatnio byłam w osiedlowym sklepie i akurat w kolejce do kasy mały zaczął marudzić. Pewna kobieta stwierdziła, że mnie przepuści w kolejce, bo dziecko się męczy... i zaczęła komentować, że niszczę dziecku kręgosłup :|
Ja niestety z tych niezbyt asertywnych, więc powiedziałam jedynie, że nie będę z nią dyskutowała na ten temat, zapłaciłam i poszłam...
Postąpiłaś asertywnie - obroniłaś swoje uczucia przed atakiem :) A wdawanie się w dyskusję nie oznacza asertywności ;)
Wczoraj wyciągnęliśmy wózek - po raz pierwszy od dwóch miesięcy chyba. Poszliśmy na spacer, po dodze wstąpiłam na pocztę, a panie: "O, a gdzie nasz klient mały? Czemu pani bez syncia?" Zrobiło się bardzo miło. Po chwili raportuję mężowi sytuację, a on "No tak, jestem mężem lokalnej celebrytki..."
Na widok mojej 6miesięcznej Dominiczki młode małżeństwo w OBI: widzisz jak fajnie? O tym ci mówiłam.
A w sklepie kasjerka: jak ona ślicznie wygląda. Jak mały misiu :)
I jeszcze starsza Pani na ulicy: O! Tej to wygodnie-ręce wolne a dziecko w chuście. Bardzo ładnie.
I kto by pomyślał że w Kartuzach wiedzą co to chusta :)
Witojcie :)
My się nosimy od niedawna i fajne reakcje nawet mnie spotkały (poza baaaaaaardzo zdziwionymi minami - ciekawe kiedy ktoś się potknie hihi):
"ooo, a ja myślałam, że Pani ma brzuszek!"
"ale dobrze takiemu maleństwu"
a on nie wypadnie...?" ;)
a u nas chustomam niewiele, ale coraz więcej!
Na pytanie "czy nie wypadnie" można odpowiedzieć "no jak wypadnie to podniosę" :>
muszę zapamiętać!! :D
Hehe jakoś trzeba sobie radzić ;)
Wczoraj spotkaliśmy sąsiadkę mojej ślubnej babci* - znaną z wścibstwa i pouczania innych. Spięłam się, spodziewając wykładu i reprymendy (2 spotkane wcześniej koleżanki podsumowały mnie, że dla mody dzieciaka męczę :znaika:), tymczasem była to PIERWSZA osoba, która mnie nie oceniła, tylko po ludzku zapytała, czy to wygodne, czy fajniej, niż wózkiem... :high::high::high:
*ślubna babcia, czyli nabyta wraz ze ślubem :)
popłakałam się ;)
u nas w większości są "ochy" i "achy", w osiedlowym sklepie Pani wołają "przyszła Pani z pakunkiem" lub "a gdzie ma Pani swój pakunek".
z takich ciekawszych negatywnych reakcji to oczywiście kręgosłup, że mu krew do nóżek nie dociera, bo się chusta wpija, że jestem niespełna rozumu bo za lekko dziecko ubieram (to mój ulubiony tekst ;) ) -marzec, tramwaj, z kieszonki wystaje czapka i skarpetki, ja w 2rozpinanych bluzach na chuście, zgrzana jak szczur, cóż, starsza Pani wie lepiej ;)
no i nieśmiertelne "zgubi Pani szalik/ sweter" jak ogony wiszą spod bluzy (noszę w 5,2m)
;) ;) ;)
Wiecie, kto się gapi z największymi uśmiechami? Powiem Wam - matki, które same noszą, a właśnie nie mają ze sobą dziecka na spacerze :mrgreen:
Wiem, bo wczoraj rąbnęłam doskonałego wyszczerza na widok mamy z maluszkiem w kieszonce i starszakiem za rękę (całkiem jak ja na ogół), a chłopaki byli z tatą w domu :mrgreen: Mało mi się głowa nie odkręciła :mrgreen:
Następnym razem, kiedy ktoś będzie tak na mnie patrzył, to spytam czy nosi ;-)
ooooj tak, masz 100% racji :lol: sama tak robie
Ja mam raczej nie najlepsze doświadczenia. Ze Starszą było ok, a teraz wciąż mnie takie bardziej wiekowe panie napastują: "oj, niedobrze na kręgosłupik (sic!), niezdrowo, ja sama mam chory, to wiem, to za wcześnie, tak dziecko malutkie pionowo" :/ Ale ostatnio jakiś pan się zachwycił, że to najpiękniejszy widok, jaki widział w życiu:)
Ja raczej spotykam się z miłymi reakcjami, mimo tego, że mieszkam w małym mieście. Ludzie raczej rozpływają się na widok takiego malucha (obecnie 11 tygodni), zazdroszczą: "O! Jak mu dobrze u mamy, tak sobie śpi :)". Kilka razy starsze panie patrzyły na mnie jak na wyrodną, cóż, zdarza się. Ale ogólnie na plus :)).
Bo ogólnie chyba panowie (i to starsi) często normalnie reagują niż panie (też w wieku raczej babciowym niż mamowym). Tak mi się wydaje. Panowie poprostu przyjmują, że matka wie co robi (skoro nosi to jej dziecko tego potrzebuje i ona też) i komentują, że takiemu to fajnie (do cycucha się poprzytulać :-) ). A starsze panie, które swoje dzieci urodziły i wychowały często uważają się za absolutne autorytety w tej sprawie. A że one nie nosiły (nie noś bo rozpieścisz, nie noś bo coś tam) to uważają, że jest to idiotyczna moda, a do tego baaaardzo szkodliwa.
wczoraj pewna "babcia" patrzyła się na nas jak na zjawisko, obejrzała nas z każdej strony, długo stała i się gapiła (bo patrzeniem tego nie można nazwać) - Różę miałam w kółkowej (pochwalę się w nowym nabytku - indio viola :heart:) i jasnej kurtce, obok szedł mój mąż pchając wózek z zakupami na dole - no cóż, dziecko marudziło w wózku! a mama lubi nosić swoje dziecko (puki daje radę) i nie widzi w tym problemu
jak mnie pewna pani zaobaczyla, to zlapala sie za glowe "z pania to chyba jest cos nie tak, 9 miesiecy pani nosila i teraz tez? jeszcze malo? to prosze znowu zajsc w ciaze!":mrgreen:
i moj 2 letni chrzesniak "ciocia,a co tam masz? prezent dla mnie?":mrgreen: