Dokładnie - nie szmata zdobi człowieka :mrgreen:
Wersja do druku
Są takie dni, gdy denerwuje mnie poruszenie jakie zawsze wywołujemy wychodząc na spacery.
Grad wścibskich spojrzeń, uśmiechów, pytań, zaczepek, głupich komentarzy. A wózkowe mamy spokojnie, ANONIMOWO się przechadzają.
Wczoraj pani podeszła do nas i spytała o chustę, czy to faktycznie takie wygodne. Mały się troszkę wystraszył, na co pani grzecznie przeprosiła i odeszła dalej, żeby nie straszyć maluszka. miłe to było i takie niespotykane raczej :)
A później to standardowe jak słodko śpi/ale fajnie wygląda/tak blisko mamy/nie za zimno mu?/ale sobie siedzi i takie tam :D
hehhe, ja nowa jestem i fajnie tak poczytac. Niech juz mija ten miesiąc , urodze i ide na spacer z zachustowana i z psem. Jak na razie to wzbudzam sensacje zezdzac na rowerze 9 miesiącu i grają na bebnach. Ale chetnie sie podziele nowymi zarzutami pod mym adresem, chociaz moze akurat bedzie zupełnie inaczej. Bardzo mi sie tu podoba, co piszecie o chłopach w chustach. wlasnie tak zerkanm na mojego jak se dłubie w samochodzie (dobrze ze nie nie w uchu) - i ja juz go widze zamotanego...
Dzisiaj na przystanku starsze panie rozmawiały między sobą, usłyszałam tylko: "nasze babcie tak nosiły" :D Z kolei inna starsza pani dokładnie nas sobie obejrzała, bo kilka razy obeszła w koło, w końcu nie wytrzymała, podeszła, i szeptem (mały spał) zapytała, czy mu nogi nie drętwieją, bo tak mu wiszą.
Mijał nas dzisiaj pan na wózku inwalidzkim, takim elektrycznym, i mówi do mnie że przydał by mi się taki wózek, bo w koszyku z przodu mogłabym małego wozić. No to mu powiedziałam, że mam wózek w domu, ale w chuście jest wygodniej :) Pan się uśmiechnął, przytaknął i pojechał dalej
Nie wiem czy to chusta, czy sloneczne okulary malej sprawily, ze rozmowy przed gabinetem lekarskim ucichly jak tylko weszlysmy do pomieszczenia;-)))
Miska byla na szczepieniu do 4 miesieczniakow, po ktorym rozwyla sie niemilosiernie (tutaj szczepionki daja w udka) i balam sie, ze jak ja wloze do chusty to bedzie plakac jeszcze glosniej. Motalam sie tak szybko, ze pielegniarka wyrazila swoj podziw, a Miska jak tylko poczula chuste ucichla jak makiem zasial, az lekarka wsadzila glowe aby sprawdzic co tez za magiczny sposob mamy na placzace dziecko. Podalam jej namiary na tbw.com ciekawe czy sprawdzi;-))
ja małą po badaniu lekarskim zaraz w chuste zawijam i ide tak na szczepienie.jest zawsze tak ubrana zebym mogła odopowiednią częsc ciała do zastrzyku obnazyc bez wyjmowania z chusty.płaczu mam prawie zero:))))(byłam na pierwszym szczepieniu z małą bez chusty i wyła wniebogłosy) a zazdrosc pozostałych matek sięga zenitu słowo harcerza.az im sie oczy swiecą ze złosciozazdrosci.świetny patent ta chusta.chusta generalnie jest kochana ukochana:))))))
By nie zaśmiecac wątku to tylko spytam
-a przed szczepieniem jest przeciez badanie lek-trzeba dziecię i tak rozwikłać;) porobierać-nie wyją Wam wtedy?
- ja się boje mego chuścioch w szmate wkładac -zaraz po i z tydzień po szczepieniu nie noszę bojąc się ,że właśnie te udka(dostaje zawsze w 2 uda i ma spore odczyny) będą w chuście narażone na otarcie i urażenie:roll:
lola> rozwiazalam chuste do badania (zabralam po raz pierwszy chuste do szczepien w ogole, bo ostatnim razem kiedy bylam sama na szczepieniach i po uspokojeniu malej musialam ja wpiac w fotelik znowu zaczela krzyczec, nie plakac, krzyczec), Miska nie ma nic przeciwko badaniom, jedyne czego nie lubi, to jak zakladaja jej miarke na glowe aby sprawdzic obwod czaszki.
Balam sie, ze bedzie jeszcze glosniej plakac w zwiazku z tym, ze udka przeciez w jakis tam sposob przez chuste podraznione, ale nie, uspokoila sie w przeciagu kilku sekund. A to pomoglo mi tez kiedy stalam do okienka zaplacic za wizyte i umowic sie na nastepna, nie siedziala wrzeszczaco we foteliku, tylko ciuchutko przytulona do mnie. Nie wiem czy da sie omotac na nastepnych szczepieniach, wiem tylko, ze chusta idzie z nami, chocbym jak miala tylko dac dziecku do przytulenia
a ja dziś zaliczyłam pierwsze komentarze (do tej pory komentarze zaliczał mąż często noszący dziecię)
- w sklepie kasjerka (miła) pouczyła mnie, że niszczę dziecku kręgosłup :(
próbowałam się tłumaczyć, ale jakoś nędznie wyszło, więc zwiałam
- w autobusie dziewczyny siedzące vis a vis chichotały nerwowo na mój widok, a potem zrobiło się jakieś takie zamieszanie, że na mnie (siedzącą z tylu) oglądali się ludzie z przednich siedzeń - dobrze że to tylko dwa przystanki
- aha i jeszcze chłopak w aptece - duże oczy! :omg:
hehe
Falochron w Darłówku- idziemy sobie z dzieciami- Ju w wózku, Kuba w MT zasnął, reszta luzem. Siedzi sobie mama z córeczką, tak na oko 5-letnią. Mała scenicznym szeptem:" mamo, co to?!"- no takie nosidełko, tam w środku pani ma dzidziusia. -a on śpi?! więc odwracam się, odkapturkowałam małego i mówię- zobacz, śpi...Na to mała (baaardzo głośno)mamoo! kup mi takie nosidełko! no kup mi takie nosidełko! mamusia mówi- jak będziemy mieli dzidziusia, to kupimy. Mała- Nie mamooo! mi kup takie nosidełko!!!Ponoś mnie tak!
Poza tym zostaliśmy bardzo przyjaźnie zagadani przez zachustowanych rodziców zastanawiających się nad MT, w ośrodku komentarze tylko pozytywne.
Z negatywnych- dwie przyjaciółki na siłe próbuja mi udowodnić, że na pewno boli mnie kręgosłup od noszenia...
..
Idąc z dzieciem na plecach w chuście, pani zatrzymała się na rondzie krzycząc "CLEVER!" i podnosząc kciuk go góry :lool:
ja się spotykam z miłymi komentarzami- może dlatego, że jak idę w chuście, to mam taka minę, że ludzie się boją cokolwiek mówic :D
(minę mam dumną, zeby nie było :D)
obserwuję ogromne zaciekawienie :)
i regułę- im starsza osoba, tym przychylniej na nas patrzy :)
a dwa dni temu, podczas zakupów, zaczepiła mnie dziewczyna z brzuszkiem i pytała, czy "to" wygodne- dałam jej swój numer telefonu- ma dzwonic, jak się rozpakuje :thumbs up:
Wczoraj w Rossmannie, akurat wypełniałam kopertę do zdjęć. Mały zapatrzył się na dwie panie stojące za mną. Pani: Co się patrzysz? Podrywasz nas? A to chłopiec czy dziewczynka?
Na to druga pani: Chłopiec, na pewno! Bo patrzy na nas, dziewczynka patrzyłaby na półki :D
U mnie same pozytywne.Ostatnio jeden starszy pan, mijając mnie, najpierw się uśmiechnął a potem zatrzymał i podążąjąc za mną wzrokiem (widziałam kątem oka ;-)) powiedział "cudnie".
Młody sprzedawca w Empiku tak się na nas zapatrzył,że wydał resztę,ale o książkach zapomniał (swoją drogą Rozwój psychiczny dziecko 0-10l. - polecany na forum ;)
ja najpierw napiszę o mojej reakcji, bo przy pierwszym zamotaniu się poczulam jak przy pierwszym przystawieniu dziecia do piersi...tak blisko, naturalnie i wspaniale!czysta milosc. powiem szczerze ze nawet mnie to wzruszylo jakos..:oops: nie jestem zwolenniczka teorii spiskowych i takich rzeczy ale cos jest w tym pokoleniu naszych mam i babc co uksztaltowalo sie w systemie socjalistycznym, a co teraz cale szczescie powoli odchodzi w niepamiec, chodzi mi o takie oderwanie matki i dziecka, dziecka i ojca i w ogole nieufnosc wobec blisich relacji... tak ogolnie mowiac, nie bylo roomig in w szpitalach na porodowkach i innych dzieciecych oddzialach, dzieci zabierano i przynoszono tylko na karmienie i moja mama (podobnie jak wiele innych mam )pozostaly czas wyla z tesknoty za dzieckiemi. tysiace dzieci przezywalo traume rozlaki z rodzicami na dzieciecych oddzialach. dzieci kazali ka\\nakarmic i odkladac do lozeczka. mama mi mowila ze pragnela byc z dzieckie a nie mogla, serce peka. co dziwne, do tej pory slyszy sie komentarze ze to niehigieniczne, tak dziecko w lozku z doroslymi, ze piersi trzeba myc przed karmieniem a najlepiej to wygotowana butelke dac. na porodowce mloda matka stwierdzila ze WOLI dac dziecku mieszanke bo tak piersia to ona nie widzi ile zjadlo i czy nie za chude to mleko, a tak bedzie wiedziala, no coz... moja mame i babci wzrusza jak blisko mnie sa dzieci, ze karmie piersia, nosze w chuscie, ale same tego nie robily, bo WTEDY sie tak nie robilo, choc kobiety moze by tego chcialy, narzucano INNY MODEL, taki z ograniczona bliskoscia. dzis wydaje mi sie dziwne tez to, ze powszechnie uznaje sie ze dziecku lepiej w wozku, conajmniej 1 metr oddalone od mamy, niz tuz przy jej sercu...ja uslyszalam, ze lepiej by je do wozka wlozyc a nie tak dusic...ja jednak jestem szczesliwa, powrot do naturalnosci, bliskosci matki, ojca i dzieci jest naprawde potrzebny i chustowanie jest do tego wspanialym prastarym wynalazkiem cywilizacji. jestem dumna ze nosze dziecko jak matki w Afryce dzikiej!:):thumbs up:
dorcia, fajny post :D
dorcia bardzo mi się podoba co napisałaś :thumbs up::D
Właśnie wróciłam ze spaceru, jak zwykle miłe komentarze od starszych osób, młodsi raczej udają że nie widzą ;)
Podobał mi się komentarz jednej starszej pani: Jakie mądre teraz te nosidła (o chuście oczywiście). Przypuszczam, że zamierzała powiedzieć, że modne :D
A ja się muszę pochwalić:p Poszliśmy ze starszakiem do kościółka. Początek roku szkolnego i te sprawy. Po mszy proboszcz zażyczył sobie spotkanie z rodzicami klas trzecich w kancelarii. Nijak wózkiem bym się tam nie zmieściła , więc poszliśmy zachustowani. Młody sobie smacznie spał , rodzice (dzieciaków z innych klas , bo "nasi" już nas dobrze znają) patrzyli na nas jak na ufoli:duh: No , więc pakujemy się do kancelarii a w drzwiach proboszcz aż zapiał z zachwytu. "O rany jakie to fajne , jak sobie słodko śpi dzidziuś , no super po prostu". Od dzisiaj do naszej Katedry , to już chyba tylko w chuście mi wypada chodzić:mrgreen:
a ja miałam dzisiaj miłą sytuację. zaczepił mnie pan, na oko 60-letni, z pytaniem, czy to nosidełko (chusta znaczy się:mrgreen:) jest mojego własnego pomysłu. i opowiedział mi, jak to w czasach, kiedy nic w sklepach nie było, samodzielnie zmajstrował dla swojej córci nosidełko turystyczne i maszerował z nią po Tatrach. a chusta bardzo mu się podobała:p
Wczoraj jechaliśmy we trójkę autobusem, Lena kokietowała starszego pana, takiego blisko osiemdziesiątki. Fajnie z nią rozmawiał, bardzo był miły, a na koniec, kiedy już wysiadał, powiedział: "Proszę mi uwierzyć, ja się na tym znam - państwa dziecko ma wrodzoną inteligencję. I od razu widać, że się nią dobrze zajmujecie i dużo czasu poświęcacie. A ta chusta to najlepsze, co można dziecku dać" - pomachał Lenie i wyszedł. Czy muszę dodawać, że nie mogliśmy się z panem nie zgodzić? :mrgreen:
Ja miewałam komentarze różne - takie, że lepiej w wózku, a nie tak dusić też. Ale generalnie dobre są komentarze - o bijącym sercu mamy, o zapachu, bliskości... I uśmiechy bez słów są.
A jedna starsza pani na osiedlu mówi, że noszę w 'powijakach' :D
Aaaa, no i w górach - to było ciekawe doświadczenie. Takie wyfiokowane panienki w klapach praktycznie wszystkie uważały, że mi totalnie odbiło. Za to wszyscy przyzwoicie ubrani górozdobywcy byli zachwyceni, że od tak młodego wieku do gór przyzwyczajam, że takie maleństwo, a już dobrego powietrza się nawdycha... A niektórzy zziajani obywatele lub obywatelki wyrażali chęć, by ich też tak ponieść na sam szczyt :D :D :D
Nas zapytał wczoraj facet czy jesteśmy buddystami (motaliśmy Jasia na parkngu w Nati Savannah)
A ja ostatnio w galerii handlowej przechodząc obok dwóch pań usłyszałam
- o patrz, jak fajnie...
a za chwilę:
- a jemu nie zimno tak w nóżki?? (skarpetki sobie ściąga więc mu nie wkładam w taki gorąc)
Ja na to z uśmiechem, że nie, spokojnie,nic mu nie będzie.
I już odchodząc odwróciłam się zmierzyłam nogi tej pani (boso w klapeczkach) i odpaliłam z uśmiechem
- a pani nie zimno tak bez skarpetek? :lol:
byłam z siebie dumna zostawiając panią lekko przytkaną:mrgreen:
Ja pozornie nie wzbudzam sensacji ani zainteresowania w Chełmie. Nikt mnie nie pyta, nie zaczepia, nie komentuje. Każdy chyba udaje, że wie co to chustowanie :rolleyes: W Lublinie na Krakowskim wzbudziliśmy trochę zainteresowania i widzieliśmy zaciekawione spojrzenia.
Ale 2 dni temu zaskoczyła mnie 7-letnia dziewczynka pod moim blokiem na placu zabaw. Bujałam Maję na huśtawce a na sobie miałam kółkową. Dziewczynka mnie zapytała: "Pani nosi szatę?" (hihi, poczułam się przez chwilę jak doceniona księżniczka co najmniej), ale wyjaśniłam, że to chusta i do czego służy. A nóż, jak mała dorośnie, to przypomni sobie tę panią w "dziwnej szacie" i zechce spróbować tak nosić swoje dzieci?? :lol:
Spotkałam wczoraj sąsiadkę na klatce.
Ojej, i pani ją tak nosi?
No tak, noszę.
I nie boi się pani?
(Już miałam być dowcipno-złośliwa i powiedzieć: boję się że mi się zgubi...)
A czego mam się bać?
No że jej się coś stanie.
(... ale pomyślałam- trza być miłym dla sąsiadów)
Rzeczywiście, są mamy które się tak boją nosić.
(Autentycznie, moja koleżanka bała się włożyć swoją córeczkę w bebelulu przez rok czasu , potem chustę mi oddała).
Dzieć w parku mnie dziś rozbawił:
"prose pani coś pani z tyłu zwisa - jakaś szmata się pani przyczepiła"
Tomek zamotany w kieszonke a na plecach sweterek zarzucony i ogon zwisał sopd niego ;)
Widzisz, ja mam wrażenie, że to specyfika małych miast - (Jasło jest niemal dwa razy mniejsze niż Chełm, który zresztą trochę znam, mam wrażenie, że to "moja okolica" - bo ja z Lublina jestem :))
W małych miastach tak jest, że ludzie się nie lubią wychylać (od 20 m-cy sieję codziennie chustową propagandę na ulicach, a dopiero w tym tygodniu objawiła nam się jakaś chustonoszka, mam nadzieję, że miejscowa, a nie przyjezdna ;)), a jeśli ktoś się wychyla, to generalnie nie zwraca się na dziwnego człowieka uwagi. No właśnie, każdy udaje, że wie, o co chodzi.
Ale muszę Jasłu przyznać, że o ile komentarze są mizerne w ilościach, to zawsze pozytywne. Nigdy nie usłyszałam nic, co można by uznać za opinię niechętną, ani negatywnie oceniającą.
Wczoraj w przedszkolu, czekalam az mala sie obudzi. Na dworze piekne slonce i dzieci w piaskownicy wiec przysiadlam sie do nich. Nagle poczulam, ze ktos mi sie zawiesza na plecach. Przemila trzylatka :) No to wzielam ja na barana ale po chwili mysle sobie, ze mam chuste w samochodzie. Pobieglam po chuste i zawiazalam trzylatke w prosty plecak. Ale sie cieszyla :) A ja mialam okazje potestowac wieksze kilogramy na zywym i chetnym egzemplarzu :mrgreen:
Przedszkolanki zachwycone! (juz wczesniej widzialy mnie z Krysia w kolkowej) a jedna sie pyta skad pochodze. No to ja, ze z Polski. To ona na to
- czy w Polsce sie nosi wszystkie dzieci? Czy to taka nasza tradycja?
Dzisiaj w parku dosiadła się na nasz kocyk rezolutna sześciolatka. Bawi się z Ewką, wzięła jej drewnianą zabawkę na klipsie, "dochustną". "A do czego się to przypina?". Mówię, że do bluzki, jak noszę małą na rękach. Pokiwała ze zrozumieniem głową i mówi "a może kupiłaby sobie pani taką chustę specjalną do noszenia?" :D :D :D :D :D
Jak pierwszy raz wyszłam z Małą w chuście w miasteczku mojej mamy, to sąsiadka wyszła zapytać co mi się stało, bo z daleka myślała, że mam rękę na temblaku. Ale potem chwaliła, tylko musiała pooglądać jak to jest zawiązane.
Reakcje innych też pozytywne - choć czasem z elementem zaskoczenia.
Teraz w Niemczech widuję więcej zachustowanych mam (oczywiście jak jesteśmy z wózkiem, jak jesteśmy w chuście to mało kogo :/) .
Starsi na ogół się zachwycają, młodsi czasem ciekawie przyglądają lub chichoczą.
Ostatnio byliśmy na pchlim targu i tam było kilka Murzynek z dziećmi - strasznie się dziwowały, pokazywały na nas i namiętnie komentowały - niestety nie zrozumiałam co mówiły, ale miny miały naprawdę zdziwione. Co z kolei mnie zaskoczyło.