zazwyczaj wychodzę na spacer z wózkiem (nie taki straszny wilk, zwłaszcza, jeśli możesz ustawić twarzą do siebie), ale chusta zawsze z nami i często jedno albo drugie w niej ląduje - starsza nader chętnie, czasem to jest jakiś argument za zebraniem się z placu zabaw. I łatwiej się nią mota starszą - ona chce, więc spokojnie czeka i wykonuje polecenia w stylu "ręka w dół". Młodszego mota się trudniej, bo człowiek ledwo zaznał swobody ruchu, to wolałby po ziemi się tarzać, albo na rękach skakać, a nie, że spokojnie czekać, aż mama przymuruje do pleców. Ale się da, choć czasem się przy motaniu trochę kłócimy. I wierze, że mu przejdzie. Ba, wiem, że mu przejdzie (zwłaszcza, jeśli będzie miał motane młodsze rodzeństwo ) Starszą, jak nosiłam w tym wieku w nosidle, to tylko ją wpuszczałam i wypuszczałam, i chodziłam z takim uroczym nosidło-fartuszkiem

I plecy to podstawa! Jak boisz się, że nie widzisz, to weź lusterko jakieś malutkie - ja mam nawet specjalne, sling view, i sobie chwalę. A jak młody się niecierpliwi, to patrzymy na siebie w lusterku i miny robimy, i od razu weselej się robi.