nie moge uciec bo mamy gospodarstwo, mase kredytu, duzo winwestowalismy. nie da rady uciec....
Wersja do druku
nie moge uciec bo mamy gospodarstwo, mase kredytu, duzo winwestowalismy. nie da rady uciec....
:(
Ale smutny post.
Nastka, a mąż stoi po Twojej stronie w tym wszystkim? (chodzi mu już o całość wychowania, nie tylko chusty, którym jest przeciwny)...nie macie szans na wyprowadzenie się od teściów? Kurcze, serce mnie boli jak czytam takie rzeczy :(
Gdzie mieszkasz?
maz stoi po stronie swojej matki, uwaza ze powinnam jej suchac i sie nie sprzeciwiac.nie ma szans wyprowadzki, trzeba cszukac innego rozwiazania, ale ja poprostu wiem ze nie pogodze sie z ta kobieta. mieszkam 40 km od Suwałk. w ogole to tesciowa buntuje mojego meza przeciwko mnie i przez to miedzy nami tez nie uklada sie najlepiej.nie mam wsparcia z zadnej strony
może ja nie jestem dobrym doradcą, bo:
1) lubię jasne sytuacje i preferuję "siłowe" rozwiązania (czyli "nic na siłę, wszystko młotkiem")
2) w sumie niewiele zdradziłaś informacji o tym co się tam dzieje
ale IMO:
a) teściowie wont z gospodarki
b) wy wont z gospodarki (niech się teściowie sami tam zarzynają)
c) ultimatum dla męża - niech się wypowie po czyjej jest stronie ale tak "na głos", nie na zasadzie "bo mamusia dobrze radzi" tylko "wybieram matkę bo ty jesteś dodatkiem i rozumiem jakie są tego wynikają dalsze konsekwencje"
d) ustalenie, dlaczego mąż jest przeciwny noszeniu dzieci (wstydzi się? boi czegoś? grzecznie słucha mamusi?) - zdanie teściów mnie by nie obchodziło bo są tylko dodatkiem do męża
e) rozwód - bo zdecydowanie lepsze dla dziecka jest samotne ale pełne miłości i zrozumienia wychowanie, niźli kłócący się ze sobą rodzice, awanturujący dziadkowie i stałe nerwy.
Kochana, tego kwiatu jest pół światu! :duh:
to jakiś koszmar! pytam tylko proforma, bo chyba znam odpowiedź...a nie masz kogoś do kogo się możesz przynajmniej czasowo przenieść? Rodzice, bliska rodzina? Tak, żeby twój mąż zobaczył, co może stracić i się opamiętał?
Kto ma być dla Ciebie wsparciem jeżeli nie on ? :(
tesciowie z gospodarki nie pojda na pewno bo to ich praca, ja przyszlam do nich a nie oni do mnie. my tez nie wyjdziemy stad bo mamy kredyty do splacenia i to nie male. rozwod, kocham swego meza mimo wszystko ale nie raz w nerwach mysle ze byloby to dobre rozwiazanie bo w tym domu to ja psychicznie sie wykoncze. ale trzyma mnie teraz dziecko i nawet nie mialabym dokad pojsc. maz slucha mamusi bo mamusia gotuje i pomga w gospodarce. w ogole chora sytuacja. moze i ja nie jestem swieta w stosunku do tesciowej bo jej nie slucham a jej to sie nie podoba. ona uwarza ze jest najmadrzejsza bo piec dzieci wychowala a ja jestem zwyklym smieciem ktory nic nie potrafi. wszystko wytyka palcami, ze tam nie zrobione ze tam nie sprzatniete ze nawet butelka od mleka dziecka stoi nie wtym miejscu co trzeba. a mnie to wszystko tak irytuje bo ona caly dzien sie mnie czepia.ja juz nawet sie nie odzywam nie wchodze jej w droge, i to nie dobrze. nie wiem co dalej bedzie,szkoda mi tylko dziecka ze ma wychowywac sie w takiej atmosferze.
mam rodzicow blisko ale sama nie wiem, boje sie ze jak sie wyprowadze to dopiero zacznie sie wojna. chociaz wczoraj tesciowa kazala mi sie wyprowadzac...
Nastka przerażona jestem jak to czytam! Ja bym jednak porozmawiała z mężem. Szczerze, bez dodatku teściowej za ścianą. współczuję Ci bardzo!
porozmawiaj z mężem. Na spokojnie. tzn ja bym spytała czy on też uważa że powinnaś się wyprowadzić. Albo po prostu poinformuj że skoro tak popiera mamusię to postanowiłaś jej posłuchać i się wynieść. A on niech sobie trochę pomyśli! Szok, przerażona jestem!
rozmowa z mezem nic nie da, probowalam. on stoi za matka a wszyscy uwazaja ze ja jestem winna calej sytuacji, moze i po czesci tak, ale tesciowa tez powinna przystopowac z wyzwiskami typu wariatka, nienormalna, nawet na leczenie mnie juz wysylala, chamka itd itp. nawet najcierpliwszemu czlowiekowi moga puscic nerwy i odpowiedziec cos na takie slowa.
wyprowadziłabym się.
strasznie mi źle , gdy to czytam....bardzo....
Ja bym na Twoim miejscu nie stawiala ultimatum, nie straszyła, tylko poinformowala, ze chce żyć jak człowiek, że nie chcę z powodu tak stresowej sytuacji wyladować w szpitalu ( bo mam o kogo sie troszczyc i jestem mu potrzebna), że chcę być spokoja dla swojego maleństwa ( Kochana, dziecko nawet tak malutkie chłonie te wszystkie wstręty :( ), że chcę dla niego żyć i w związku z tym przenosisz się do rodziców. Niech obie strony ochłoną a potem czas pokaże jakie było by dla Was najlepsze rozwiązanie.
Czuję przez skórę, że byc moze da to Twojemu partnerowi do myslenia. Jednak musi przeciąć pępowinę ze swoją matką. Samo myslenie/uświadomienie nic nie da - tu trzeba działać.
Czy Wasze dziecko jest dla męża ważne? Czy jest w nie zapatrzony?
zobacze jeszcze poczekam kilka dni, pozniej trzeba cos postanowic bo tak jak ja zyje zyc sie nie da. tylko nerwy stres... tesciowa narzeka ze nawet sie nie usmiecham. jak sie smiac w takiej sytuacji?kiedys bylam inna, smialam sie z byle czego teraz nie potrafie... tesciowa sprawila ze czuje sie poprostu nikim, nie czuje wlasnej wartosci, wmawia ze ze mna nie da sie zyc, ze jestem zla zona i matka.
Koniecznie postanów coś co jesli nawet będzie przeciwko Twojemu mężowi, będzie dobre dla Ciebie i dziecka. Twoja depresja, wrzody czy inne nerwowe klimaty nie wpłyną dobrze ani na Ciebie a ni na dziecko. Gorzej jesli stan będzie zbyt poważny to się nim nie będziesz w stanie zajmować :(
maz niby cieszy sie z dziecka ale od momentu gdy mikolaj sie urodzil nie poswiecil mu dluzej niz 5 minut, malo do niego zaglada. rozumiem, w dzien nie ma czasu bo jest duzo pracy ale nieraz wieczorem zamiast przyjsc do mnie i do dziecka, poswiecic mu troche uwagi, maz idzie do mamusi pogadac.
przeciąć pępowinę...Cytat:
maz niby cieszy sie z dziecka ale od momentu gdy mikolaj sie urodzil nie poswiecil mu dluzej niz 5 minut, malo do niego zaglada. rozumiem, w dzien nie ma czasu bo jest duzo pracy ale nieraz wieczorem zamiast przyjsc do mnie i do dziecka, poswiecic mu troche uwagi, maz idzie do mamusi pogadac.
nie dam rady jej przeciac... odpadnie ona chyba posmiertnie... dziekuje Wam dziewczyny za wsparcie, troche mi lzej :)
nie Ty Kochana :) On powinien przeciąć pępowinę. Z własną matką. To nie znaczy odciąc sie od niej zupelnie. Lecz stanowczym być, budować własne zadanie i odrebność