Chwalę się - a my mamy fotelik do jazdy tyłem z kółeczkami i teleskopową rączką i można dziecko w foteliku lub sam fotelik ciągnąć tak jak walizkę :thumbs up:
Wersja do druku
Co do tematu kłótni. Moim zdaniem rację ma morepig. Zresztą większość tych niby-wyjątkowych sytuacji i tak opiera się na domniemaniu, że jest ktoś kto może ratować dziecko w trakcie jazdy. W praktyce ja najczęściej jeżdżę tylko z Helenką, ewentualnie jeśli jedziemy w 4 to dzieci są z tyłu a my z przodu. Jestem pewny, że osoby, które piszą, że na autostradzie itp nie można/ jest niebezpiecznie się zatrzymać w przypadku gdy same kierują bez problemu by się zatrzymały by ratować dziecko.
Ale gorący temat. To ja też się wypowiem zasilając szeregi radykałów fotelikowych :lol:
Nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się wyjąć dziecka z fotelika. Nieważne jak bardzo wył. Zawsze wtedy zjeżdżaliśmy jak najszybciej, zatrzymywaliśmy się i dopiero wypinałam z pasów. A w międzyczasie próbowałam zabawić, zasmoczyć, cokolwiek. Czasem niestety nie przynosiło żadnych efektów i aż mi się płakać chciało, tak mi żal dziecka było:frown
Nigdy nie jechałam ze znajomymi czy taksówką bez fotelika. Nie raz tachałam fotelik i dziecko jadąc autobusem, aż mi ręce urywało, bo cięzkie to cholerstwo było. Mam na myśli foteli 0-13kg. Teraz po prostu tak planuję, żeby fotelik zawsze był w aucie. Nie ma - nie jadę. Jeśli muszę do lekarza, a nie mam fotelika i nie mam jak dojechać - zamawiam wizytę domową, nawet jeśli muszę za nią zapłacić. Wolę tak niż płacić za taxi bez fotelika.
Nie rozumiem ludzi, którzy ryzykują życiem swoich dzieci, które to podobno jest najważniejsze. Oczywiście rozumiem wyjątkowe sytuacje, które dziewczyny przytaczały - zagrożenie zycia dziecka, ale to jedyne co mogę usprawiedliwić.
Obecnie problem zniknął - młody uwiebia jazdę samochodem:D
brawo, morepig.
jeszcze o wymiotujacych dzieciach.
wszystko zalezy chyba od inwencji rodzicow.
bylam w sytuacji, gdu mlodsza corka wymiotowala wszystkim, nawet przelknieta slina i lala sie przez rece z goraczka. starsza byla w domu i obserwowala akcje z przerazeniem. auto stalo pod domem gotowe do jazdy.
nie przyszlo mi oczywiscie do glowy jechanie z nimi nigdzie. zadzwonilam do przychodni i poprosilam o wizyte w domu w trybie awaryjnym. z propozycja oplacenia taksy dla lekarki. w przychodni byly osoby z dobra wola. lecznica nie chciala ode mnie ani grosza. lekarka byla po 10 minutach.
uzywam przychodni z NFZ-towej, nie jakichs cudow ze zlotymi kartami VIP-a.
uzywam fotelikow.
uzywam pasow awaryjnych.
uzywam swiatel awaryjnych, nawet w sytuacjach, ktore moga sie nie podobac innym uzytkownikom drog. dziecko jest wazniejsze niz czyjes samopoczucie.
korzystam ze swoich praw i odwoluje sie do uprzejmosci i dobrej woli innych ludzi.
jak potrzebuje pomocy, prosze o nia, zamiast ryzykowac czyims zyciem.
kocham 112 i 986.
nie trzeba wszystkiego robic samemu.
sytuacja iwonty jest z gatunku cudownych widzen. wierze w takie momenty, na wlasne oczy widzialam dwa nieracjonalne dzialania, ktore uratowaly od smierci. to intuicja. przezylyscie koszmar.
juz sie do tego odnioslam, na dodatek tez pisalam o sobie jadacej an pogotowie, czy naprawde wszyscy oslepli zbiorowo? :) moj post jest gdzies tam zaraz przed/po Twoim, jak to jechalam z sercem w gardle 900m na pogotowie ze starszakiem na rekach.
(a moze go nie ma i stad problem?)
ale juz nie ciagnijmy tematu, napisalam juz pare razy ze nie, nie do Ciebie :)
Ja jestem umysłem ścisłym i mam bardzo bujną wyobraźnię jeśli chodzi o zagrożenia. Może o kwiatkach i chmurkach idzie mi gorzej, ale jeśli chodzi o potencjalne niebezpieczeństwo to raczej bardziej mi ścisłość umysłu pomaga niż przeszkadza w wyobrażaniu sobie. Bo umiem logicznie rozumować i przez to przewidywać skutki różnych sytuacji. Znajomość podstawowych zasad fizyki też mi pomaga. Samochodem jeździmy tylko z fotelikiem. Musiałaby być naprawdę ekstremalna sytuacja z zagrożeniem życia, abym zdecydowała się wsadzić dziecko do samochodu bez niego. A w autobusie staram się wybierać miejsce tyłem do kierunku jazdy bez pasażera naprzeciwko. W pociągu czy tramwaju jest trudniej bo zazwyczaj nie ma takich miejsc, ale i tak wolę pociąg czy tramwaj niż samochód, bo po prostu jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo wypadku a w razie samego wypadku miejsze prawdopodobieństwo uszkodzenia. Ja osobiście przeżyłam jeden wypadek tramwaju, gdzie było zderzenie czołowe na pełnym gazie (awaria zwrotnicy) i miałam po tym tylko lekko obolałą krtań (uderzyłam się szyją w uchwyt siedzenia przede mną). Po takim zderzeniu w samochodzie bez zapiętych pasów prawdopodobnie byłaby ze mnie miazga.
oto co pokazał mi mąż http://www.pasybezpieczenstwa.pl/ to prędkości max 50km/h
trzeba kliknąć --> crashtesty --> dzieci
Dla tych co 'czasami' wożą dzieci bez fotelików; czy taksowką "bardzo powoli" czy bocznymi drogami, czy tylko po osiedlu....
My wozimy się w foteliku zawsze. Przez jakiś miesiąc praktycznie nie jeździłam - tylko przymusowe mocno sytuacje (2-3 razy), ponieważ zmieniliśmy auto (na mniejsze - poprzedni był służbowy męża) i pasy okazały się za krótkie do zapięcia fotelika :ninja: Na szczęście odkryłam, że drugi fotelik, który posiadam w domu ma dodatkowy sposób montowania i... teraz jeździmy tylko z tym drugim. Młoda ma już skończony rok, ale nadal jeździ w pierwszym foteliku, bo waży zaledwie 8 kg (wcześniak). Rozglądam się za kolejnym i powiedziałam mężowi wyraźnie i dużymi literami, że skoro mamy g* samochód, to fotelik musimy mieć najlepszy - najbezpieczniejszy. Wiem, że każda firma twierdzi, że jej jest najbezpieczniejszy, ale... z czegoś trzeba wybrać. Najpierw zdecydowałam się na romera, ale... doczytałam sie tu na forum, że już są dostępne w Polsce foteliki 9-18 kg tyłem do kierunku jazdy - maxi cosi. No i chyba na ten się zdecyduję, ale... teraz mam obawę czy będzie pasował w tym naszym "aucie". U siebie nie kupię, tylko przez net... a ciężko przymierzyć wirtualnie :P
Młoda jeździ z przodu, bo ja prowadzę zawsze - mąż z tyłu - poduszki brak oczywiście... Czasem myślę, że lepiej byłoby wozic ja z tyłu, bo bym się tak nie rozpraszała i bezpieczniej by było :P
Miałam jedną sytuację, gdy Młoda się zakrztusiła (mąż dał jej kawałek chlebka:ninja:) No cóż.... droga wyjazdowa z miasta, ruch spory - dziecko się dusi... szybko awaryjki, hamulec, rozpięłam pasy i dziecko do góry nogami, po pleckach.... mąż nawet nie wiedział co się stało... Po fakcie Młodą w fotelik, pasy, kierunek i jazda dalej... Zjechałam na pobocze w najblizszym dogodnym miejscu - parking przy cmentarzu - wysiadłam i zaczęłam.... mięskiem rzucać.... ale ja tak mam i własnie w ten sposób odreagowuje sytuacje stresowe - po fakcie - łapy mi latały jak oszalałe... do mężą powiedziałam, co myślę o karmieniu dziecka podczas podróż tak słodko, że aż się przestraszył - bo ja z tych wrzeszczących jestem...
Na szczęście to był pierwszy i mam nadzieję, że ostatni taki przypadek
My też jeździmy,ale Franio wyłącznie w foteliku. Moja mama oburzona, że tak został przywieziony ze szpitala, bo twierdziła, że Mu niewygodnie. Nie wyobrażam sobie inaczej, a już na pewno nie w chuście.
nie mam samochodu wiec i fotelika, ale mam czasem dylemat w autobusie lub autokarze, który jest bardziej długodystansowy (np kiedy jechałam nad morze) - jak bedzie najbezpieczniej ? w chuście, niezapietym foteliku na kolanach? w wózku? a w taksówce złapanej na ulicy? z zamówieniem taksi z fotelikiem to jednak problem jest - próbowałam nie udało się :(( jedna dyspzytorka tłumaczyła ze kierowcy nie chcą bo im to miejsce zajmuje w bagazniku!
taksowki z fotelikami to MIT! Nie dalej jak trzy tygodnie temu potrzebowalam sie przetransportowac z malymi taksowka - dzownilam do wszystkich korporacji we wroclawiu i dowiedzialam sie, ze owszem, byla taka akcja taksowka z fotelikiem, ale juz nie ma, nie bedzie i zaden taksowkarz fotelika nie wozi.
i co? I doooopa....
Kiedy byłam wypisywana z Młodym ze szpitala byłam świadkiem sytuacji, że innej młodej mamy (samotnej zresztą) nie wypuszczono bez fotelika. Dopiero jak jej mama dotarła taksówką z fotelikiem to ją wypuszczono.
Ja się przyznaję, że kilka razy zdarzyło mi się karmić w czasie drogi. Jak młody był malutki miał chorobę lokomocyjną i tylko to go uspokajało...Inaczej trasę 200-km jechalibyśmy cały dzień.
Woże dziecko w foteliku tyłem do kierunku jazdy i po edukacji na tym forum nie wyobrażam sobie inaczej ale radykalizm w żadnej sytuacji nie jest zdrowy. Jeśli chodzi o ratowanie życia to nawet nie ma o czym mówić.
Po wyjściu ze szpitala wiezilismy naszą 5-dniową Maję w niezapiętym foteliku.
Ze szpitala nas "wygoniono" dzień wcześniej ( odbierze pani wypis póżniej) taksówka mogła przyjechać za godzinę albo lepiej i przymuszeni sytuacją powieżliśmy Maje w foteliku w aucie bez pasów:frown. Pomaleńku jakoś ten kilometr przejechaliśmy.
Z pewnością jakieś bezpieczniejsze rozwiązanie by się znalazło ale jesteśmy tylko ludżmi i podejmujemy na gorąco takie a nie inne decyzje.
I chciałam jeszcze przypomnieć że nie wszyscy mieszkają w miastach gdzie kursują autobusy i tramwaje. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia niestety:rolleyes:
wiecie co, tam czytam i czytam i po po prostu niektóre rzeczy mi sie w głowie nie mieszczą.
Nigdy przenigdy nie wypiełam małego z fotelika podczas jazdy,
jeśli trzeba, to stajemy, karmimy sie, przebieramy.
Wyjątkiem może być tylko sytuacja ratowania życia.
to tyle co moge napisać
życie dziecka największą wartością
Tak sie zastanawiam, czy można i czy jest to bezpieczne, wejść do auta z dzieckiem w chuście i tak odbyc podróż, nie mamy zamochodu i nie bedziemy mieli fotelika samochodowego (no bo po co bez auta) ale jak mi sie zdarzy korzystać z taksówki lub jakiejś innej niespodziankowej przejażdżki, to mogę z dzidzią w chuście??
zdecydowanie zly pomysl. bardzo zly i bardzo niebezpieczny. samochodem dziecko przewozi sie TYLKO w foteliku.
http://www.chusty.info/forum/showthread.php?t=21117
było o tym już na forum wiele razy, zaraz nakrzyczy na Ciebie tłum odpowiedzialnych matek, więc szykuj się na atak :twisted:
ale zrobisz jak uważasz, i na co taksówkarz Ci pozwoli
mi się zdażyło
EDIT : widzę że jesteś od niedawna na forum, jest tu taka funkcja "szukaj".
Wpisz tam tytuł Twojego posta i znajdziesz wszystkie stare wątki, lektura będzie dłuuuuga i emocjonująca
tylko ja fotelika mieć nie będę, mam więc iść pieszo parę kilometrów?? a w autobusie z chustą jeździcie??
JustNic - skoro ci się zdarzyło, to jak było? wygodnie? z obawą? zapinałaś pas??
mi sie kilka razy zdarzylo i zapinalam pas, tylko nie przez srodek plecow dziecka a jakos z boku.
w komunikacji miejskiej walcze jak lwica o miejsce siedzace bo inaczej to jest bardzo niebezpieczne (hamowanie, ludzie sie opierają nawzajem, plecaki latają, a cięzko utrzymać pion z dodatkowymi 11kg na plecach/brzuchu itd)
było wygodnie bo dobra taksa wybieram :), szybko bo krótka trasa, bez obaw bo odpowiedzialnie podjęłam tę decyzję, zapięty pas pod i nad dzieckiem (jak w ciąży).
oj no to oczywiste że nie przez ciałko dziecka, czyli się da,
a w jakiej pozycji miałaś dzieiątko?
a ja mam prośbę o zaprzestanie wymiany informacji na temat, który prowadzi do naruszenia przepisów drogowych.
niewazne w jakiej pozycji, w jakiej by nie bylo w razie wypadku po prostu zgniatasz dziecko i uderzasz nim o siedzenie z przodu. albo otwiera sie poduszka powietrzna i jeszcze gorzej. nie wierze wlasnym oczom, ze takie rady sie tu pojawiaja :omg:
pisalam w tym watku na poczatku co nam sie zdarzylo nie tak dawno- wyjazd z domu ot taki, po bulki do sklepu. i co? przy predkosci 20 km/h zsunelo nas do rowu, auto polozylo sie na boku. dziecko bylo w foteliku oczywiscie. mnie poobijalo, mialam pare siniakow. moge sobie tylko wyobrazic co by bylo jakbym wpadla na genialny pomysl przewozenia mlodej w chuscie. bo NAPRAWDE przy nawet tej slimaczej predkosci rzucalo w srodku niezle. to bylo 3km od domu. wiec to kompletnie nie ma znaczenia czy trasa jest krotka, czy dluga. nie wozi sie dziecka bez fotelika, koniec kropka.
nie nie jezdzilam nigdy z zamotanym dzieciem
nie jezdze tez z dziecmi bez fotelikow - nawet jesli jest mi to niewygodne
wole nie jechac wcale
jechac pociagiem
niz jechac z dzieckiem niezabezpieczonym
ale myslalam ze to norma
i sie zdziwilam
Pomijając całą resztę w tym temacie - my też nie mamy samochodu i mieć nie będziemy.
Fotelik mamy. Kupiliśmy od znajomych używany - najpierw ten mały, teraz większy.
Kupiliśmy, bo mój tato ma samochód, brat ma, szwagierka ma - a my z nimi czasem jeździmy.
Taksówkami też jeździmy czasem.
To nie jest wielki wydatek, ale bardzo ułatwia życie
Poczytaj ten wątek od początku. I popytaj szukaja - na pewno odpowie, dlaczego jazda w autobusie z dzieciem w chuście jest czymś innym niż jazda samochodem z dzieciem w chuście
W samochodzie fotelik, koniec i kropka. Jedyne ustępstwo jakie uczyniłam to na wyjazd zagraniczny zabrałam tylko podstawową część fotelika Jacka i w wypożyczonym samochodzie jeździł przodem do kierunku jazdy. Julek miał też zabrany swój fotelik.
Natomiast mam pytanie podobne. Co w samolocie z dzieckiem na kolanach? Czy te pasy są bezpieczne? Rozumiem, że mój utrzyma mnie na siedzeniu w razie ostrych turbulencji, o gorszych sytuacjach aż strach myśleć. Ale ta dziecięca wersja pasa to budzi moje ogromne wątpliwości. Nie wiem, czy byłabym go w stanie utrzymać by nie przywalił gdzieś głową. Czy może jednak chusta i przypięty rodzic?
z samolotem mam podobny dylemat. lecialam z mloda w sumie cztery razy i dwa z tych czterech byla przypieta tym pasem. dwa pozostale spala w chuscie i stewardesa mowila, ze w chuscie jest rownie bezpiecznie. nie wiem, nie jestem przekonana ani do jednego ani do drugiego.
w PL samochodu nie mamy a fotelik i owszem bez fotelika sie nie ruszam z dzieckiem w aucie ot co. w Ca w prowincji gdzie mieszkam jakby mnie zlapali z dzieckiem bez fotelika czy w chuscie czy bez kierowca by stracil prawo jazdy o obydwoje mielibysmy sprawe karna
qrcze dziewczyny ja nadal się dziwię że można tak narażac własne dzieciaki, mnie nie przekonuje że trasa łatwa szybka krótka itd itd ja nie pozwalam ruszyc autem nawet na parkingu gdy dzieciaki mam nie zapięte w fotelikach, powiedzcie dużo trzeba, wystarczy jeden wariat który nie widzi naszego auta i właśnie cofa wprost na nas:eek:
koszt fotelika naprawdę jest niewielki, my jak jeszcze nie posiadaliśmy auta kupiliśmy fotelik i to był u nas wydatek obowiązkowy! teraz są fajne firmowe nówki dośc tanie na każdą kieszeń, w tym względzie mnie się nie przekona że nie można
a i odnośnie "metod" zapinania pasów z zamotanym dzieckiem hmmmm komentowac nie będę:twisted:
to ja tylko jeden mam komentarz.... dla tych ktorych "nie stac" na fotelik - ja mam maxi cosi city, dosc wyslozony ale bezwypadkowy - moge oddac w warszawie...
Nie jeżdżę w chuście z dzieckiem w samochodzie-w busie tak, a Młody zawsze w foteliku.Chyba bym umarła jakby się coś stało.Wolę chuchać na zimne.
W busie siedzę a Mały jest zawiązany z przodu.
Ja jak muszę siedzieć przodem do kierunku jazdy staram się siedzieć lekko bokiem. Nie wiem czy to skuteczne, ale jakoś pewniej się czuję, bo daje mi to subiektywne poczucie, że w razie czołówki nie przygniotę dziecka swoim ciałem, tylko główną siłę uderzenia przyjmie ramię z boku.
Nie wiem, czy mam rację i obym nie musiała nigdy sprawdzać.
Jesli chodzi o jezdzenie z dziecmi bez fotelikow - 1 kg ciala malenstwa osiaga wage 1 tony podczas wypadku - lecac z tylu samochodu do przodu cialo dziecka moze kierowcy obciac (!!!) glowe.
Mialam tylko lub az raz wypadek - Julia na szczescie zostala u dziadkow na noc. Samochod uderzyl nas w lewy bok, akurat tam gdzie jest fotelik dziecka. Mysle ze byloby po niej! Mimo,ze bylaby w foteliku. Nie wyobrazam sobie co by sie stalo jakby nie byla zapieta :omg: Nam fotele rozlozyly sie na plasko, okulary (z mojej twarzy-jestem kierowca) znalazly sie w bagazniku (!), uderzylam porzadnie glowa w kierownice, a A mial cale obtluczone ramie - prawdopodobnie od uderzenia we mnie - ale nie jestesmy tego do dzis dnia pewni. A stalo sie to jak jechalismy moze 20km/h, pare metrow od domu.
Juz wogole sobie nie wyobrazam, ze ze mna w chuscie mialaby byc wtedy Joasia:omg:
Kilka postów wczesniej padło pytanie czy dzwonic na policje jak sie widzi dziecko niezapiete - ja mysle ze dzwonić.
Moja siostra miała awaryjna sytuację - musiała zawieźć natychmiast dziecko do szpitala a dyspozytorka powiedziała ze karetak najwczesniej za 40 min dojedzie (to było na wsi glębokiej) - nie było fotelika - trudno dziecko w samochód i jazda do szpitala 20 min drogi - i po drodze stał patrol - zatrzymali, ale jak sie zorientowali co sie dzieje - sami eskortowali samochód do szpitala zeby bezpiecznie dojechać. Policjanci też ludzie.
a druga sytuacja to moja własna - kiedy mó tata kiedys przywióżł mi syna bez fotelika (5 km)- nakrzyczałami powiedziałam, ze wole sama na piechote go przyciagnać jesli ma go tak odwozić - zakupiłam kolejny fotelik i dałam mu do samochodu.
A na argument ze 3 dzieci woził i nie było fotelików, odpowiadam - tak ale i mniej wariatów było, a mimo wszystko raz łapałeś mnie zebym przez przednia szybe nie wyleciała.
Jak dzis to pamietam. jechalismy do znajomych i przed auto jadące przed nami wybiegł chłopczyk w moim wieku czyli jakies 6 lat. Tamten samochód w bok do rowu - a tata miał dylemat - tez do rowu i zgnieść tamtych, na drugi pas pod tira, czy po hamulcach i w chłopca...wybrał chłopca - jechał wolno więc chłopiec miał tylko porządnie obtłuczony bok, ale ja przeleciałam z tylnego siedzenia na przednią szybę, miała wstrząs mózgu i rozcięty łuk brwiowy. mama zemndlała...
a gdyby prędkośc była większa pewnie rozbiłabym tą szybę...
dlatego staram sie jak ognia unikac sytuacji gdzie nie mam fotelika a muszę jechać, kombinuje jak mogę, dzwonie po ciotkach wujkach, zeby mi dowieżli fotel itd. chciaz ja samochodu własnego nie mam - to jednak foteliki dal młodszego mam 2 (ostatnio dokupiłam) zeby jeden w domu a drugi u dziadków, dla starszego w domu mam podkładke i fotel u dziadka na dłużśze trasy. i przyznam ze ten drugi dokupiłam po dłuzszych dyskusjach jak ta na forum.
Dobrze, że chociaż niektórych to zastanawia.Cytat:
Tak sie zastanawiam, czy można i czy jest to bezpieczne, wejść do auta z dzieckiem w chuście i tak odbyc podróż:omg:, nie mamy zamochodu i nie bedziemy mieli fotelika samochodowego (no bo po co bez auta)ale jak mi sie zdarzy korzystać z taksówki lub jakiejś innej niespodziankowej przejażdżki, to mogę z dzidzią w chuście??
No bo po co fotelik bez auta? Dla bezpieczeństwa.
Przecież chusta to tylko kawałek materiału - tak jak nie daje miłości, tak samo nie daje bezpieczeństwa! Tu nie chodzi o magię tylko prawa fizyki:Cytat:
bezpieczniej w chuscie niz na kolanach
1. Pas bezpieczeństwa jest skuteczny tylko jeżeli jest prawidłowo założony, a wiec przebiega przez środkową część obojczyka do biodra (stąd w samochodach pojawiła się regulacja punktów zaczepienia pasów). Poniższe sposoby nie spełniają tego podstawowego warunku:
Cytat:
Dodam, że pas samochodowy, gdy jechałam z młodą zachustowaną nie przechodził przez nią. Górny tak jakby włożony między mnie a nią, a dolny pod jej pupą. Więc w razie czego pas trzymał mnie, a ja trzymałam młodą chustą.
W razie wypadku przywiązane dziecko dodatkowo ciągnie mamę do przodu, a pas trzyma ją za szyję. Jeżeli traktować, że osierocenie dziecka jest mniejszym złem, to ten sposób podróżowania jest godny polecenia.Cytat:
Siedziała z tyłu, z małym w chuście i zapiętym pasem pod małym i nad nim.
2. Prawidłowo założony pas chroni przed obrażeniami tylko przy niewielkich prędkościach, powiedzmy "miejskich". Przy większych jedynie zwiększa szanse przeżycia (procenty były przytoczone wcześniej). Zatem jeżeli dziecko jest przed mamą, nie zależnie, czy w chuście czy bez, to w razie wypadku jest masakra.
Co gorsza dziecko znajduje się w miejscu nie przewidzianym przez projektantów, więc np. poduszka może być dodatkowym zagrożeniem.
Przy większej prędkości ciało matki po prostu zmiażdży dziecko. Przy czym prędkości zderzających się samochodów sumują się.Zatem jeżeli nasz nawet stoi, a drugi jedzie bardzo szybko to skutki mogą być poważne. Mówienie, ze będziemy wolno i uważnie jechać jest po prostu oszukiwaniem się.
Inna sprawa:
To jest zbytnie uproszczenie. Nawet fotelik nie gwarantuje bezpieczeństwa (był przykład wcześniej) tylko je zwiększa. Po pierwsze musi być, podobnie jak pasy, poprawnie użyty. Np. fotelik odwrócony tyłem przy aktywnej przedniej poduszce jest śmiertelnie niebezpieczny. Po drugie, w grę wchodzi jakość fotelika (co wcale nie jest równoznaczne z wysoką ceną - więcej można poczytać na http://fotelik.info). Nie znaczy to oczywiście, że wszystko jedno jak się wozi dziecko tylko, że nawet używając fotelika, trzeba cały czas zwracać uwagę na bezpieczeństwo. IMHO lepiej kiepski fotelik, niż żaden.Cytat:
Fotelik rowna sie bezpieczenstwo
I na zakończenie:
Cytat:
Jeżeli jest to sporadyczne, z potrzeby i z odpowiednio :omg: zapiętymi pasami.....
Jak mawiał Kubuś Puchatek: Wypadek to jest taka dziwna rzecz - nigdy się nie wydarza, dopóki się nie wydarzy.Cytat:
kiedy nie ma fotelika a do przejechania jest kawałek, względnie bezpiecznej drogi...
I jeszcze parę wizualizacji. Nie pokazują bezpośrednio poruszanego zagadnienia, ale może sprawią, że ktoś się przestanie zastanawiać czy jest bezpiecznie bez fotelika:duh:
http://www.youtube.com/watch?v=C4xhL...eature=related
a jeżeli ktoś jest nie wrażliwy na łagodne apele:
http://www.youtube.com/watch?v=cG_P6dU3cg0
http://www.youtube.com/watch?v=VKAMO...eature=related
http://www.youtube.com/watch?v=bATRpI_KF7E&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=2BDZR...eature=related
http://www.youtube.com/watch?v=6BFR2...eature=related
http://www.youtube.com/watch?v=y-FV1...eature=related
http://www.youtube.com/watch?v=kVp4h...eature=related