Ja też wysadzam na dworze. Zawsze idę z Alą w wysokie krzaczki poza plac zabaw. Do domu byśmy nie zdążyły, chociaz mieszkamy na parterze. Jak nam się zdarzy kupa to w chusteczkę i do śmietnika.
Wersja do druku
Ja też wysadzam na dworze. Zawsze idę z Alą w wysokie krzaczki poza plac zabaw. Do domu byśmy nie zdążyły, chociaz mieszkamy na parterze. Jak nam się zdarzy kupa to w chusteczkę i do śmietnika.
i ja wysadzam na trawce, pod krzaczkami. Przyznam, że dopóki dziecka nie miałam, to mnie raziło takie wysadzanie dziecuchów gdzie popadnie, ale teraz to świetnie rozumiem :-)
Ostatnio młodej zachciało się siku pod supermarketem i musiałam ją tam wysadzić, a przechodzący obok żul osiedlowy powiedział: - Jak ona fajnie sika!
Wręcz mi się miło zrobiło...:applause:
nie ma rozwiazania, dopoki nie bedzie toalet przy placach zabaw.
a swoja droga - to wlasnie - psy tez sie zalatwiaja wszedzie, to juz dla mnie siku dziecka lepsze. Ja jakos nie widzialam jeszcze u nas mam wysadzajacych bezposrednio na placu zabaw - tylko zawsze dalej, "w krzaczki". Mnie to nie razi. Potrzeba ludzka rzecz.
Dziecko to dziecko, jak musi to musi i koniec.
My też niedawno ropoczęliśmy zabawy w piaskownicy i jestem zniesmaczona :confused: Oczywiście nie mam nic do mam, które starają się odejść trochę dalej, nie oczekuję, że będą pędziły do domu z dwulatkiem, któremu zachcialo się siku. Ale są mamuśki, które notorycznie wysadzają dzieci 5cm od ławki na której siedzą przy piaskownicy, albo od huśtawki:mad Widzę, że to u nich norma - nie muszą przerywać nawet rozmowy z inną mamą:rolleyes:
Dodam, że mój Tymek z tych jeszcze nie chodzących, tylko raczkujacych, więc jest "bliżej" zasikanej trawki czy piachu
no w takim wypadku to chyba trzeba tylko uprzejie zwrócić uwagę mamom, że jednak parę metrów dalej wypadałoby odejść..
na moim placu zabaw takich przypadków nie zaobserwowałam, ale o zgrozo - widziałam mamy, które na tej ławeczce przy piaskownicy siedziały paląc papierosy :(
taaa, palenie jest nagminne.
a jeszcze do tego niektóre artystki rzucają pety pod ławkę i potem widzę jak dzieciaki je triumfalnie wygrzebują z piachu i dumne ze zdobyczy zanoszą do piaskownicy albo prezentują mamom ;)
Mam nocnik z MC- mam ze sobą do znajomych, do pociągu, w gory, do pokoju hotelowego. Genialne, płaski i te woreczki są też ekstra.
Sprawdziły mi się w pociągu, jak nie miałam gdzie siku wylac - pochłoneły siki 3 razy do siebie bez wymieniania worka.
ja z tych co wysadzaja gdzie musza, bo dziecko wiele czasu nie pozostawia na zastanowienie sie gdzie by tu mu dzis toalete urzadzic, ale nie z tych, ktore wpadaja na poroniony pomysl zabierania raczkujacego dziecia na plac zabaw zasikany przez
a) psy
b) koty
c) zule osiedlowe
d) podrostki pijace wieczorami na placu piwo
e) dzieci, ktore nie wytrzymuja i puszczaja podczas zabawy
f) a dopiero na koncu dzici wysadzane przez mame 5 m od hustawki
no chyba, ze wy nie o tej samej Polsce co ja mowicie.
I wogole to zachowujecie sie jakbyscie juz o chustach nie mialy nic do powiedzenia. Sie przestaje dziwic, kiedy czytam, lub slysze, ze w PL na chusciary dziwne rzeczy mowi, a "frustratki" to najlagodniejszy epitet jaki slyszalam.
ja madzię wysadzam albo poza placem zabaw, tylko tak, żeby nie świecić golizną albo na placu ale gdzieś w kącie. nie ma szans żebym z wielkim brzuchem i ledwo odpieluchowanym malcem sikającym na spacerze min 2-3 razy miała inne rozwiązanie. a nawet gdyby były wszędzie toalety typu toi-toi to dziecka bym chyba do niej nie zaprowadziła. znam jeden (!) plac zabaw (duży i popularny) który ma w miarę porządną toaletę parkową ze sporą ilością miejsca i w miarę czystą. kupka na szczęście u nas najczęściej w domu, ale jeśli już się trafi to sprzątamy do kosza.
a co do palenia - w warszawie publiczne place zabaw od chyba czerwca są wyłączone ze strefy, w której wolno palić. za palenie grozi mandat do 500zl. nawet jeśli nie ma o tym w regulaminie placyku.
mnie tam nie razi taki widok. oczywiście intymność dziecka ważna i myślę, ze nie powinno się wysadzać dziecka tak, aby każdy mógł sobie popatrzeć. Ale ustronne miejsce, pod krzaczkiem, gdzieś na boku jest w sam raz. A do toi-toia w życiu nie zaprowadzilabym dziecka.
To ja też, jako PIERWSZA poroniona mamuśka pytam, gdzie iść latem z 14 miesięcznym, raczkującym dzieckiem, które wpada w szał na widok piaskownicy i wychodzi z wózka? Rozumiem, że jak zacznie chodzić w wieku 18 miesięcy, to dopiero wtedy mozna?? A chodzące uż dzieci, ktore chodzą na czworaka po piaskownicy?? Bo jednak mało dzieci bawi się w piasku w pozycji stojącej. Moje dziecko po prostu więcej przebywa "blisko ziemi". Zresztą nieważne....
Ja uważam, że jak dziecko przez 5 min ciągnie mamusie za rękę i mowi, ze chce mu się siku, a mamusia jest zbyt zagadana, a potem wysadza dziecko przy ławeczce, to mnie to wpienia. A takie sytuacje często obserwuję. W innych sytuacjach jestem to w stanie zrozumieć (chyba, bo pewnie przekonam sie o tym, jak moje dziecko zacznie wołać na siku :p)
Prosze nie traktuj tego jako złośliwośc, bo nie o to mi chodzi. Ale co jak dziecku zachce się na środku marketu? Albo w autobusie? Pytam z ciekawości, bo jak wcześniej pisałam, jeszcze nie mam takich problemów. Jakoś nie widzę mam odsikujących dzieci na środku sklepu. Czyli jednak da się przejść te 10- 20m??
Eee, Jasminee, jasne że się da, ale w przypadku placu zabaw - co to zmienia, czy wysikam dziecko pod tym drzewkiem, czy pod tamtym?? Mój syn wytrzymuje i kilkanaście minut, a jednak nie latam jak głupia w poszukiwaniu toalety. DZiecko ma swoje prawa i oburzanie się na dziecięce siusiu pod krzaczkiem dla mnie jest tak samo dziwne jak najeżdzanie na karmienie piersią w miejscu publicznym. Ja, w przeciwieństwie do właścicieli psów, nie wychodzę na dwór po to, by wypróżnic dziecię (czy piers).
no dobra.. to ja tez z tych co to z raczkującym dzieckiem na plac zabaw.. tyle że my piaskownice z "konikami i hustawką + trawa mamy ogrodzone i z bramka..
i ten wątek tak mi się dzisiaj wyraznie skojarzył jak Hanka (zeby nie było -chodzaca juz) - niby poza ogordzeniem ale jeszcze na placu zabaw ( pół metra od drabinek) chodziła i nagle widze że się schyla i podnosi ... wrrrr i to nie psie było zdecydowanie bo psu chusteczkami pupy raczej nikt nie wyciera..:mad
No może tego nie napisałam wcześniej, ale akurat na moim placu zabaw to zasadnicza różnica :) Są dwa ogrodzenia - takie jakby pierścienie. W srodku jest piaskownica ze zjeżdzalniami, dookoła ławeczki, troszkę trawy (na szerokość wózka). Ogrodzenie zamykane, żeby maluchy nie wychodziły. W zewnętrznym "pierścieniu", który jest szerszy jest trawa, drzewa, huśtawki, w sporej odległości od siebie. Tam jest idealne miejsce do wysadzenia dziecka i oczywiście nie mam nic przeciwko.
Normalnie, dawno się tak nie udzielałam jak w temacie sików :mrgreen:
"Nasz" plac zabaw, który odwiedzamy jest w takim dużym parku.
Zajmuje chyba 1/50 całej powierzchni parku.
Stałymi parkowymi bywalcami są:
1. napite, podpite osobniki starsze lub całkiem młode-w każdą pogodę,
2. mamy/babcie/opiekunki z dziećmi-jak jest ładnie (bezdeszczowo),
3. wyprowadzający psy na wiadomo co,
4. w roku szkolnym dzieci z pobliskiej szkoły.
Dlatego w tym parku (nie na placu) oporów przed wysadzaniem nie mam.
Dodam, że piszę tylko o siuśkach.
Kupa zawsze w wc-Mlody trzyma ;-) i byle gdzie nie zrobi.
W związku z odpieluchowaniem wysadzam tam, gdzie są warunki.
Nie na placu, ale gdzieś w ustronnym miejscu.
Gdybym miała plac z prawdziwego zdarzenia myślałabym co dalej.
Napewno nie wysadzałabym NA placu.
dla mnie raczkujacy=bioracy wszystko do buzi. Jakbym zobaczyla, ze dziecko bierze jakas zabawke z piaskownicy prosto do buzi to bym chyba od razu pawia puscila. Za duzo zwierzat szczajacych do piaskownic widzialam. Na szczescie u nas nie ma publicnych piaskownic, wiec tylko w PL Luska jest na nie narazona.
Wanderluster- myslę, że rozwiazaniem moze być nocnik turystyczny- sklada sie do malych rozmiarow, miesci w damskiej torebce- jak dziecko zrobi siku lub kupkę zawiazuje się torebkę i wyrzuca. Ja mam taki nocnik mothercare- jako woreczkow uzywam paklankow i jak widzę, ze szykuje sie kupa to sadzam na nocnik.
Siusiu na trawkę, ale staram sie zawsze w jakims ustronnym miejscu, zeby nie razić.
widzisz, też tak myślałam i się kiedyś zdziwiłam :omg:
z tym że odruchowo się odwróciłam i nie wiem gdzie wylądowała kupa i chusteczka. :eek:
Jasiek w fazie odpieluchowywania, więc jak woła, to pędzę, bo jeszcze oboje nie wiemy ile jest w stanie utrzymać.
siku pod pobliski krzaczek/drzewko, najbardziej intymnie jak się da.
staramy się sikać na zapas, ale wysadzanie pod krzaczek mnie nie krępuje.
kupy chyba też byle gdzie nie zrobi, donosi do domu :hide:
Mi przypomina to kawał:
Facetowi zachciało się siku, więc wyciąga instrument i załatwia się przy ulicy. Przechodząca obok kobieta woła oburzona: "Panie, co pan robisz, przecież 50 m dalej jest szalet!". On odpowiada: "Szanowna pani, tak długiego to aż nie mam."
Mnie strasznie mierzi wysadzanie "na trawkę". Z takich wysadzanych dzieci wyrastają sikający w różnych miejscach bez zażenowania dorośli. Mężczyźni zazwyczaj, bo jak któraś z Was już tu napisała, my mamy za dużo do zdejmowania i równie wiele pokazujemy. Jestem ciekawa, czy gdyby dla nas załatwianie potrzeb na dworzu byłoby równie łatwe co dla mężczyzn, to czy robiłbyśmy to na tak dużą skalę.
Przy uczeniu Mimi załatwiania się na nocnik, jak trzeba było wyjść, pakowałam ją w pieluchę, trudno. Co prawda porządny trening nocnikowy jeszcze przed nami, ale będę starała się robić to tak, żeby nikomu nie przeszkadzać.
Mówię ogólnie, nie czepiajmy się szczegółów. Czy gdybym użyła w tym zdaniu "większość dorosłych", nie poczułabyś się dotknięta?
Trochę chyba przesadziłaś. Sugerujesz, żeby dwulatka, który zawsze załatwia się do nocnika, pakować w pieluchę i kazać mu w nią nasikać bo akurat jesteśmy daleko od domu? Bez sensu. I nie mów mi, że nigdy nie sikałaś w krzakach, kiedy nie mogłaś już wytrzymać bo toaleta była za daleko. I wcale nie mam na myśli dzieciństwa. Teraz wyobraź sobie, że dziecko zawsze czuje tak silną potrzebę, że musi tu i teraz. I co wtedy?
Poza tym, dzieci w pewnym wieku, o ile są uczone tego w domu, zaczną rozróżniać gdzie można siusiać, a gdzie nie wypada. A to, że ktoś leje gdzie popadnie, to naprawdę nie wina tego, że wieku dwóch lat był wysadzany pod krzaczkiem.
Nie. Można zabrać go do sklepu/urzędu/banku, gdziekolwiek, gdzie będzie mógł załawić się bez problemów.
W mieście? Nie przypominam sobie. W lesie, gdzie wiem, że za chwilę nikt w to nie wdepnie, już prędzej.
Wina może nie. ale jest to rodzaj przyzwolenia na załatwianie się gdzie popadnie. I ludzie się potem dziwią, że w miastach jest syf. Sami do tego doprowadzają. Sikanie publicznie jest tak samo ohydne, jak rzucanie petów i śmieci na ulicę czy plucie na chodnik. I sikanie do basenu. A zresztą...
No dobra, to jakie jest, według Ciebie, rozwiązanie tej sytuacji?
bo, jak powszechnie wiadomo, w kazdym parku kolo placu zabaw jest bank, sklep lub urzad :duh:
wyciaganie takich wnoskow, ze sikajace na trawe dzieci beda potem sikajacymi na trawe doroslymi, to dla mnie jak napisanie, ze karmione dziecko piersia do powiedzmy 3 roku zycia w wieku lat 20 bedzie napadac na kobiety i domagac sie cyca. no wybaczcie :roll:
na nauke wszytskiego jest czas. dziecko ma swoje etapy z ktorych wyrasta. i potrzeby, ktore tez z czasem sie zmieniaja i nie wymagaja ich realizacji natychmiast.
cholera nabrałam obrzydzenia do placów zabaw :( Chyba znowu zaczne wycierać co chwilę łapki Karinie jak upadnie w trawce na takim placu.
Kto wie może na te które odwiedzamy tez przychodzą mamuśki wysadzające dzieci gdzie popadnie.. chociaz jeszcze czegoś takiego na oczy nie widziałam, pod krzakiem poza placem - owszem, jest to dla mnie do przyjęcia, wiadomo że to takie "umowne" miejsce gdzie sie nalezy spodziewać zanieczyszczen i nie puszczac tam dziecka, ale np pod ogrodzeniem placu? czy na trawie przy alejce, albo na srodku trawnika w parku gdzie biegają dzieci? Albo przy ławeczce na placu zabaw, to już totalne przegięcie, nawet żule mają więcej przyzwoitości bo w celu odsikania się idą pod najblizsze drzewo.
psy, wiadomo, wieczorami i w nocy biegają, szczają, ale wiecie co? bardziej się trzeba obawiać moczu obcego dziecka niż psa. Pies niczym groźnym nie zarazi, kot jedynie toxo która jest bezobjawowa, a dziecko owszem, bo i jaja owsików spływają z moczem, a podobno aż 20% dzieci jest w Polsce zarazonych, czy inne pasożyty i tez dużo dzieci teraz jest nosicielami pseudomonasa..
argument że świeżo dopieluchowane dzieci nie wytrzymają nawet tych kilku metrów.. hmmm...a czy w domu swiezo odpieluchowane dzieci tez sikają gdzie popadnie czy wytrzymują do nocnika albo na sedes? Pewnie tak, wiec i na dworze można oczekiwać ze wytrzymają przeniesienie w odpowiednie miejsce. Jak nie- to znaczy ze za wczesnie na wyjścia bez pieluchy
Tak sobie czytałam i czekałam:D jestem w 39tc więc wymądrzać się nie będę.
Ale pamiętać trzeba o tym co napisała Kam.
Jestem biologiem i z higienicznego punktu widzenia dużo bardziej niebezpieczne dla człowieka są bakterie i pasożyty od drugiego człowieka niż większość zanieczyszczeń odzwierzęcych. Oczywiście z umiarem. Nikt nie zjada ani kupy psa ani innego dziecka. Natomiast pojęcia pasożyt-gospodarz-przystosowanie do inwazji- chyba powinno dać dużo do myślenia.
Wolę aby moje dziecię nie bawiło się w okolicy jakichkolwiek fekaliów, jeśli miałabym jednak wybierać, wolałabym siuśki miejskiego-odrobaczonego psa, niż przypadkowego dziecka z przedszkola.
a ja powiem, że jestem zaskoczona zachowaniem moich dzieci...Wiem, że dziecko potrafi wytrzymać do toalety-przynajmniej moje. Bardzo się zdziwiłam, kiedy pojechałam z moimi dziećmi do Krakowa-1,5 w autobusie + 0,5g tramwaje i jeszcze pół godzinny spacer na którym syn wołał że chce siku, ale nie miałam gdzie :hide: (pomijając juz fakt, że jedna córka była zamotana z przodu, druga córka w łonie a na plecach ciężki plecak), a ponieważ "na wszelki wypadek" miał założoną pieluchę, powiedziałam mu, że może się zesikać i jakie było moje zdziwienie kiedy dotarłam do mojej przyjaciółki, ścigam pieluchę, a tam zupełnie sucho :omg: Córa odpieluchowana teraz niedawno, ale nigdy nie zawołała na siku na placu zabaw, zawsze sika przed wyjściem i po przyjściu do domu-i zadziwia mnie tym, bo np mój trzylatek ostatnio był tak zaabsorbowany zabawą, że zapomniał o sikaniu i zawołał w ostatniej chwili. Ale wybieramy ustronne miejsca-staram się przynajmniej, choć nie zawsze się udaje, kiedy dziecko musi już...
Ale nikt tu nie mówi, żeby sikać innym dzieciom pod nogi. A skrytykowane tutaj zostało sikanie publiczne w ogóle. To chyba normalne, że nikt nie zaakceptuje tego, że jakieś dziecko sika w piaskownicy albo tuz obok. Ale w krzakach, kilkanaście metrów dalej już tak. Zwłaszcza, że nie wszyscy mają plac zabaw 3 minuty od domu. A niech ktoś spróbuje "wysiusiać" dziecko w urzędzie albo sklepie, hmm.. powodzenia.