Za dużo niejasności.
Pani twierdzi, ze było to n-te użycie chusty, także sposoby wiązania miałam opanowane - czyli nie byłą na warsztatach, więc nie wiadomo JAK zawiązała chustę (przed warsztatami też mi się wydawało że robię dobrze)
"dziecko pod wpływem upadku lekko mi się z chusty wyślizgnęło a główka niczym nie chroniona uderzyła w ziemię"- czyli była zawiązana słabo, z tego wynika że pani nie zrobiła sobie nic złego natomiast dziecko wypadło z chusty,
nie napisała też runęłam do przodu na dziecko, co by mogło tłumaczyć mechanizm obrażeń.
"potknąć można się także na prostej drodze a chusta w przeciwieństwie do nosideł " jakby mi się to stało to nie włożyłabym więcej dziecka do chusty, nie mówiąc już o nosidle, byłby wózek i tylko wózek nawet na rekach bym się bała nosić
Pani trafiła na neurogirurgie, w swoim szpitalu ( chodzi o to że w niewielu szpitalach jest neurochirurgia a urazami głowy zajmuje się chirurg ogólny ewentualnie chirurg dziecięcy, jeżeli jest to bardziej specjalistyczny szpital)
dzieciom kości nie łamią się tak łatwo-poza tym krwiaki się zazwyczaj ewakuuje czyli usuwa, w szpitalu na sali operacyjnej. Pani na ten temat nic nie napisała, gdyby to się stało z moim dzieckiem to siedziałabym w szpitalu cały czas.- Pani pisała jedynie o strasznych przeżyciach w szpitalu- czyli zero szczegółów dużo emocji.
Nie wiem czy naprawde się zdarzył ten wypadek, może wina źle zawiązanej chusty może troll. Ogólnie informacj ajest niespójna.

