PDA

Zobacz pełną wersję : Czy polubi i czy nie za ciasno?



Faycelina
16-05-2012, 13:29
Nie wiem czy to dobre podforum, ale mój problem chyba (?) dotyczy wiązania, więc może napiszę tutaj...

Dziewczyny, mam pytanie, bo chyba mam mały problem.
Mój synek (6 tyg.) ogólnie nie lubi byc skrępowany - rożek nigdy nie wchodzil w grę, fotelik samochodowy też jest be. I niestety chusta trochę też...

Piszę "trochę", bo wzięłam się na sposób: kiedy widzę, że jest śpiący, to kładę go sobie na piersi, czekam aż zaśnie i wtedy go zawiązuję, bo inaczej jest straszny krzyk (nie płacz, tylko wrzask i rozciąganie się, jakby mu bardzo chusta przeszkadzała). Tak samo jest, gdy już się obudzi - od razu jest wrzask i to przeciąganie się - stąd wnioskuję, że przeszkadza mu to skrępowanie.

Natomiast smacznie śpi w chuście, potrafi tak przespać 2-3h ciągiem, podczas gdy w łóżeczku budzi się po 15 min. Gdy był mniejszy (jeszcze zanim zaczęłam go chustować), to uwielbiał spać mi na piersi - to jego ulubiona pozycja, brzuszkiem do brzuszka.

I teraz zastanawiam się czy ja tą chustę za mocno wiążę, czy może to taki egzemplarz, że nie lubi być ściśnięty. Staram się wiązać tak, jak wszędzie piszą - dobrze dociągnąć, ale żeby dzieć mógł oddychać ;) Na razie używam chustę elastyczną (mam też tkaną).
Kiedy się pochylam, to dzieć leciutko się ode mnie odkleja na wysokości głowy i ramionek - mniej więcej na odległość palca. Główkę ma obróconą w jedną stronę - jedna poła chusty naciągnięta na główkę tak, że zakrywa ucho i tylną część głowy. Druga poła wywinięta na ramieniu, żeby buzia była odkryta.

Powiedzcie mi czy ja coś źle robię i jak było u Was z chustowaniem na początku.

Madisa
19-05-2012, 23:46
Egzemplarz taki. Mój egzemplarz też był taki. Robiłam jak Ty, czekałam jak zaśnie i motałam w kieszonkę lub kangura. Początkowo. Potem wystarczyło bujanie i okap, potem wychodzenie na dwór zaraz po zamotaniu. Wszelkie możliwe bunty chustowe, począwszy od tego w 3 miesiącu przeszliśmy. Na przemian chustę nienawidzi i kocha i tak ma do dzisiaj.

Były dni, a nawet miesiące, że miałam ochotę wysłać wszystkie swoje chusty na księżyc, a zaraz po nich dni i miesiące kiedy dziękowałam niebiosom za swoją opieszałość w tym temacie.

Ciągle się zastanawiałam czy może nie robię czegoś źle, bo dziecko powinno kochać przecież szmatę miłością większą niż chustoguru kochają limity. Jak nie kocha to ja widocznie źle wiążę. Odpuściło mi na zeszłorocznym wyjeździe majowym kiedy kumpela zamotała zupełnie nieprotestujące, przeszczęśliwe z faktu dziecko w kieszonkę dalece odbiegającą od mojej najmniej doskonałej kieszonki. Dotarło do mojej perfekcjonistycznej czaszki, że to nie kwestia wiązania tylko na 350% egzemplarza.

Jeśli się odkleja to na pewno nie za mocno, tylko za słabo.