PDA

Zobacz pełną wersję : Noszenie a kolki



Budzik
05-11-2008, 11:02
Przypadkiem trafiłam na artykuł: http://www.zwierciadlo.pl/przygody-cial ... owiek.html (http://www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/matka-tez-czlowiek.html) a w nim taki fragment:

- Czy jest prawdą, że są takie miejsca na świecie, gdzie kolki u niemowląt praktycznie nie występują?
- Niewątpliwie kolki to niemowlęca dolegliwość powszechna w rozwiniętych państwach Zachodu. W Indonezji np. noworodki przez trzy pierwsze miesiące życia są noszone na rękach przez matki, ojców i innych krewnych. Maluchy również śpią z matkami, więc przez cały czas mają z nimi bliski kontakt - daje im to ogromne poczucie bezpieczeństwa. W języku tych ludzi nie ma słowa „kolka". Oni po prostu nie wiedzą, co to jest. Dlatego myślę, że kolki są spowodowane stresem, jaki przeżywa dziecko.

Ilonsa
05-11-2008, 11:07
Pięknie powiedziane!
Tylko czy aby kolka to tylko poczucie bezpieczeństwa? My Hanię nosimy bardzo dużo, jak była malutka praktycznie cały czas spędzała na ręku a mimo to mięlismy objawy kolki przez ok. 2 tygodonie.

rebelka
05-11-2008, 20:09
ja myślę, że jedzenie matki też ma wpływ, w Indonezji (tak mi się wydaje) je się żywność mniej przetworzoną niż u nas. Piszę tak, bo mój młodzieniec miał kolkę raz, gdy zjadłam zupkę chińską :oops:

Ania_MK
05-11-2008, 21:26
Przypadkiem trafiłam na artykuł: http://www.zwierciadlo.pl/przygody-cial ... owiek.html (http://www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/matka-tez-czlowiek.html) a w nim taki fragment:

- Czy jest prawdą, że są takie miejsca na świecie, gdzie kolki u niemowląt praktycznie nie występują?
- Niewątpliwie kolki to niemowlęca dolegliwość powszechna w rozwiniętych państwach Zachodu. W Indonezji np. noworodki przez trzy pierwsze miesiące życia są noszone na rękach przez matki, ojców i innych krewnych. Maluchy również śpią z matkami, więc przez cały czas mają z nimi bliski kontakt - daje im to ogromne poczucie bezpieczeństwa. W języku tych ludzi nie ma słowa „kolka". Oni po prostu nie wiedzą, co to jest. Dlatego myślę, że kolki są spowodowane stresem, jaki przeżywa dziecko.

widze Budzik ze wynalazlas wywiad z moja ginekolozka :D to samo ona mowi w swojej ksiazce: "odkrywam macierzynstwo" - polecam goraco :)

Agnen
05-11-2008, 21:50
Przypadkiem trafiłam na artykuł: http://www.zwierciadlo.pl/przygody-cial ... owiek.html (http://www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/matka-tez-czlowiek.html) a w nim taki fragment:

- Czy jest prawdą, że są takie miejsca na świecie, gdzie kolki u niemowląt praktycznie nie występują?
- Niewątpliwie kolki to niemowlęca dolegliwość powszechna w rozwiniętych państwach Zachodu. W Indonezji np. noworodki przez trzy pierwsze miesiące życia są noszone na rękach przez matki, ojców i innych krewnych. Maluchy również śpią z matkami, więc przez cały czas mają z nimi bliski kontakt - daje im to ogromne poczucie bezpieczeństwa. W języku tych ludzi nie ma słowa „kolka". Oni po prostu nie wiedzą, co to jest. Dlatego myślę, że kolki są spowodowane stresem, jaki przeżywa dziecko.

widze Budzik ze wynalazlas wywiad z moja ginekolozka :D to samo ona mowi w swojej ksiazce: "odkrywam macierzynstwo" - polecam goraco :)

Agrawal jest Twoją ginekolożką?? Zazdroszczę....

wanderluster
05-11-2008, 21:56
A co to jest kolka ;) ?

Budzik
05-11-2008, 23:50
widze Budzik ze wynalazlas wywiad z moja ginekolozka :D to samo ona mowi w swojej ksiazce: "odkrywam macierzynstwo" - polecam goraco :)

Agrawal jest Twoją ginekolożką?? Zazdroszczę....

A tu jest inny ciekawy wywiad z nią: http://www.zwierciadlo.pl/przygody-cial ... odzin.html (http://www.zwierciadlo.pl/przygody-ciala/zdrowie/swieto-urodzin.html)

Renka
06-11-2008, 11:18
ta pani prowadzi tez warsztaty dla kobiet w dojrzewalni roz :)
a co do kolek to zgadzam sie ze jest to w duzym stopniu wina przetworzonego jedzenia i zatrucia srodowiska niestety :|a noszenie w chuscie jaki noszenie na rekach dziecko uspokaja wiec i lagodzi koleczki :)

Ania_MK
06-11-2008, 12:27
Agrawal jest Twoją ginekolożką?? Zazdroszczę....

a no trafilam na nia ponad rok temu jak juz bylismy w desperacji z mezem po 2 latach staran o dziecko... dzieki niej Julcia poczeta zostala bez ingerencji medycznej i ona tez dodala mi odwagi do porodu w domu :) niesamowita kobieta z niej :) i swietny lekarz zarazem :)

sylwik
06-11-2008, 12:31
Jako mama dwoch kolkowych dziewczynek napisze, ze takie twierdzenia sa bardzo krzywdzace.
Nasluchalam sie kiedys:
-no bo ty sie denerwujesz i dziecko to czuje i dlatego te kolki
-zadne kolki! rozpuscilas dziecko bo ciagle tylko na rekach (starsza) albo w chuscie(mlodsza).
- Michal (moj maz) nie mial zadnych kolek, ale jak ta Lucynka (tesciowa) o niego dbala, jak mu gotowala....
-bo sie glupio upierasz przy tym karmieniu piersia, bo nie chcesz jej przepajac koperkiem, rumiankiem, woda z cukrem, glukoza....
O tym ze w kulturach "blizej natury" nie ma kolek tez czytalam jeszcze przed pierwszym porodem.

Tosia pierwsza kolke dostala w trzeciej dobie swojego zycia, kiedy ja zaczelam miec duzo pokarmu. Poprostu zaczela plakac i sie prezyc. I ja i ona dostawalysmy wtedy bardzo duzo antybiotykow (zakazenie wewnatrzmaciczne w trakcie przedluzajacego sie porodu zakonczonego naglym cc). W nocy poprosilismy o pomoc polozna a ta zaczela sie na mnie wydzierac czego ja sie nazarlam, ze co ja sobie mysle ze dziecko przezemnie placze (bylam jeszcze na diecie plynnej lekkostrawnej). W szpitalu pomagano Tosi wkladajac jej rurke do pupy (pomagalo bardzo ale nie do zastosowania w domu).
Kiedy skonczylam antybiotyki bylo troche lepiej, ale ciagle kiepsko (przez pierwsze pol roku). Tosia byla ciagle u mnie na rekach i prawie ciagle plakala. Przybierala na wadze jak szalona wiec wszyscy lekarze stwierdzali ze trzeba przeczekac. W koncu bylo ciut lepiej na diecie bezmlecznej )mojej) i debridacie (ale tylko taka kombinacja dzialala). Przez te pol roku spala w dzien tylko u mnie na rekach - taka bylam szczesliwa, ze nie placze, ze tak blogo spokojna jest, ze balam sie poruszyc. Przez te pol roku ja nie ugotowalam zadnego obiadu, bo ciagle albo nosilam ja placzaca albo siedzialam z nia na rekach jak spala.
Naprawde slyszac rozne "rady" i uwago na temat kolki Tosi albo widzac jak babcie placza nad nia czulam sie winna.

Kiedy urodzila sie Hania plakalam ze szczescia ze tym razem jest tak spokojnie, "profilaktycznie" duzo ukladalam ja na brzuszku. Ale kiedy skonczyla 3 tygodnie powoli dotarlo do nas ze Hania jak nie spi to krzyczy i znowu z karmieniem jest klopot (po pierwszych lykach jest krzyk) i znowu karmilam tylko chodzac kolyszac sie tak zeby masowany byl jej brzuszek (przecwiczylam to kiedys z Tosia). Tym razem dieta moja nie pomagala, debridat tez nie. Po koperkach obu moim corkom bylo jeszcze gorzej. Wydawalo mi sie ze Hani jest troche lepiej w pozycji zabki "jak w chuscie" wiec kupilismy chuste i bardzo nam ona pomogla ale problemu nie rozwiazala. Wlasciwie po kazdym karmieniu Hani bylo zle. Wkladalam ja wtedy do chusty i zaczynalam maszerowac (dosc szybko) wtedy sie uspokajala , zasypiala a ja czulam i slyszalam ze rozluznia jej sie brzuszek (az bulgotalo ale to oznaczalo ze poprawia sie wlasnie).
Wlasciwie za kazdym razem wkladalam placzaca badz prawie placzaca Hanie do chusty. Odrazu plakac nie przestawala, czasami po 5 - 10 minutach, ale ja wiedzialam, ze to pomoze i pomagalo. Chociaz dwa razy zwatpilam, bo przeczytalam na foum (tu albo na szmacie - nie pamietam) ze nic na sile, ze jak placze to moze nie lubi chusty. Przez te dwa tygodnie Hania nic nie przybrala na wadze. Wrocilismy do chusty i Hania przybierala (troche ponizej normy ale poki przybierala to nasza pediatra twierdzila, ze lepiej karmic piersia niz mieszanka. Hania oprocz kolek miala bardzo kwasnie czeste kupy. Nasza lekarka tlumaczyla to czesciowa nietolerancja lakotozy (czesciowa bo jednak troche na wadze przybierala) i nawet raz zapisala nam nutramingen namawiajac do pozostania przy karmieniu piersia.
Wszystko skonczylo sie jszcze zanim Hania skonczyla pol roku (miesiac przed). I tylko kieszonke Hania znienawidzila (zle jej sie kojarzyla?) i przeszlismy na 2x i kangurka.

O tej laktozie to lekarka zaczela mowic jak sie okazalo ze to juz druga corka z kolkami i o tym, ze ja dziecko butelkowe przestalam jesc jakiekolwiek mleko w wieku dwoch miesiecy (bo wymiotowalam). Jadlam tylko kasze manna na wodzie i zupki.

Nie wiem tylko czy przy trzecim maluchu, jesli to sie powtorzy, bede walczyc o karminie pomimo kolek, nie wiem czy dam rade.
pozdrawiam
s.

Budzik
06-11-2008, 13:43
Jako mama dwoch kolkowych dziewczynek napisze, ze takie twierdzenia sa bardzo krzywdzace.
[...]
O tym ze w kulturach "blizej natury" nie ma kolek tez czytalam jeszcze przed pierwszym porodem.



Ale co jest dla Ciebie krzywdzące w stwierdzeniu, że dzieci indonezyjskie nie mają kolek? Lub że w ogóle dzieci często noszone i które doświadczają mniej stresu, nie mają kolek? Jak od każdej reguły, tak i od tej (jeśli rzeczywiście jest taka reguła) są wyjątki. Tak, jakbym ja napisała, że krzywdzące jest dla mnie stwierdzenie, że dzieci karmione piersią nie chorują (bo moje właśnie chore). No trudno, i Ty i ja zrobiłyśmy wszystko, żeby nasze dzieci nie cierpiały, nie chorowały, ale nie nad wszystkim mamy kontrolę. A wkleiłam cytat z artykułu, bo wydał mi się ciekawy i optymistyczny. A przy okazji - żadne z moich dzieci nigdy nie miało kolki, obydwoje karmieni piersią, ja żadnej diety nie stosowałam, w chuście nosiłam tylko Antka. Nie wiem, jaki wpływ ma dieta, noszenie, środowisko, czy po prostu niedojrzałość układu pokarmowego. Natomiast jeśli ktoś, kogo dziecko cierpi na kolki, przeczyta taki artykuł, spróbuje więcej nosić malucha, i to pomoże, to super :-)

petisu
06-11-2008, 23:19
Wydawało mi się, że dziecko nie może miec uczulenia na ludzką laktozę, tylko na krowią-różnica w skrętności, budowie optycznej cząsteczki.
Ktoś mnie oświeci?

IwontaG
06-11-2008, 23:28
Może, moja Karolina ma nietolerancję laktozy, objawiało sie to silnymi bólami brzuszka, okropnym ulewaniem, śmierdzącymi zielonymi kupami, które z niej tryskały, takie strzelające były, a na końcu wysypką, karmiłam ja piersią tylko dwa tygodnie, to nie było karmienie to była męczarnia i dla niej i dla mnie, co zjadła to ulała i tak w kółko. Acha i wogóle nie przybierała na wadze, a raczej spadała. Przyniosła do domu 3000 g, po dwóch tygodniach ważyła 2650, dobrze, że trafiłam na mądrą lekarkę, bo o mały włos nie skończyłyśmy w szpitalu.

Renka
07-11-2008, 01:08
Może, moja Karolina ma nietolerancję laktozy, objawiało sie to silnymi bólami brzuszka, okropnym ulewaniem, śmierdzącymi zielonymi kupami, które z niej tryskały, takie strzelające były, a na końcu wysypką, karmiłam ja piersią tylko dwa tygodnie, to nie było karmienie to była męczarnia i dla niej i dla mnie, co zjadła to ulała i tak w kółko. Acha i wogóle nie przybierała na wadze, a raczej spadała. Przyniosła do domu 3000 g, po dwóch tygodniach ważyła 2650, dobrze, że trafiłam na mądrą lekarkę, bo o mały włos nie skończyłyśmy w szpitalu.


przez to samo przeszlam z madzia tylko ze na sile karmilam przez 3 miesiace...do dzis lecze dziecko w klinice gastroenterologii :twisted: a teraz kubus na szczescie zadnych objawow nie ma, nawet odpukac koleczki mu sie tylko sporadycznie przytrafiaja :thumbs up:

petisu
07-11-2008, 01:10
Nie mam doświadczeń (całe szczęście) i wybacz mi, że drążę temat. Lubię wiedziec takie różne rzeczy.
Poczytałam. Wszędzie piszą, że nietolerancja na laktozę występuje u dzieci powyżej 5 roku życia i dorosłych (pierwotna), a nietolerancja wrodzona (alaktazja) występuje niezmiernie rzadko i stanowczo nie mija.
Zastanawia mnie dlaczego tak wielu lekarzy sugeruje nietolerancję laktozy.

sylwik
07-11-2008, 07:57
Moze, ale to nie zdarza sie ciezko. Dzieci wtedy od poczatku nie przybieraja na wadze(waga spada) maja kwasne czeste kupy i trzeba wowczas przestac karmic piersia.

IwontaG
07-11-2008, 11:40
Nie mam doświadczeń (całe szczęście) i wybacz mi, że drążę temat. Lubię wiedziec takie różne rzeczy.
Poczytałam. Wszędzie piszą, że nietolerancja na laktozę występuje u dzieci powyżej 5 roku życia i dorosłych (pierwotna), a nietolerancja wrodzona (alaktazja) występuje niezmiernie rzadko i stanowczo nie mija.
Zastanawia mnie dlaczego tak wielu lekarzy sugeruje nietolerancję laktozy.

U nas nikt nie powiedział, co to może być, dopiero ta lekarka się kapneła i kazała pobrać mocz i krew do analizy, wcześniej twierdzili, że pewnie mam złą dietę i dla tego mała tak krzyczy i ulewa,tyle, że ja już prawie nic nie jadłam, trzy dni że by wykluczyć coś tam, chyba sami nie bardzo wiedzieli co piłam samą wodę mineralną, a mała zachowywała się bez zmian, bo laktozy nie da się wykluczyć, a w mleku matki jest jest dużo, nawet chyba więcej niż w krowim. Całe szczęście, że nie popuściłam od początku, bo mogłoby się to skończyć nieciekwie pewnie podobnie jak u Renki, gdyby to było moje pierwsze dziecko pewnie bym uwieżyła, że tak ma być i przejdzie, ale nie dawało mi to wszystko spokoju, bo dwu tygodniowe niemowle powinno praktycznie jeść i spać a nie bezprzerwy krzyczeć itd. Mała dostała nutramigen i jakby ktoś dziecko zamienił, nie było krzyku, kupy zrobiły się normalne i co najważniejsze zaczeła przybierać na wadze. W tej chwili nie dostaje nic co zawiera mleko, nawet najmniejszej ilości, ostatnio nieświadoma moja mama kupiła jej ciasteczka dla dzieci z hippa od 7 miesiąca mała zjadła 2 i bolał ja brzuszek. Podobno dzieci z nietolerancją laktozy mogą jeść jogurty, kwaśną śmietanę, twarożki, ja jeszcze nie dawałam małej, spróbuję jak skończy rok, napewno nie wolno im jeść lodów, deserów mlecznych, niczego co jest mleczne i słodkie. Mam małą nadzieję, że Karolka wyrośnie, ale ta nadzieja jest naprawdę mała.

petisu
07-11-2008, 13:47
To o czym poczytalam na forach wygladalo bardziej na nadwrazliwosc na laktoze. Dziewczyny karmily piersia i preparatem bezlaktozowym, zeby dziecku ulzyc, a po kilku tygodniach powracaly do karmienia piersia, bo dzieciom przechodzilo. No i wlasnie o to mi chodzilo, ze wg kilku zrodel nietolerancja laktozy nie mija.

sylwik
07-11-2008, 14:40
No wlasnie u nas tez byla mowa o nadwrazliwosci (nazwalam to czescowa nietolerancja bo zabraklo mi slowa), ale wpadlismy (z pediatra) na taki pomysl jak Hania miala juz trzy miesiace i za nic nutramingenu sprobowac nie chciala (a akurat taki bezlaktozowy pokarm moja pediatra sugerowala jesli juz).
Po olewczym stosunku do kolek poprzednich pediatrow przy Tosi (jak przybiera na wadze to po co sie przejmowac) nie drazylam tematu za mocno przy Hani.

IwontaG
07-11-2008, 15:02
Oprócz nutramigenu są jeszcze inne mleka niskolaktozowe np. nan h.a. sensitive, bebilon niskolaktozowy, który obecnie chyba nazywa się comfort, także nutramigen to już jest ostateczność, Karolka najpierw dostała nan h.a. sensitive ale okazało się, że ma na dodatek skazę białkową, która wystąpiła u niej jak skończyła 4 miesiąc i przeszliśmy na nutramigen i narazie tak zostało.
Obawiam się właśnie, że ta nietolerancja u Karolki może nie minąć tym bardziej, że ona ma ją od urodzenia i tak jak pisze Petisu może być to nietolerancja wrodzona i pozostać na zawsze.

Ania_MK
07-11-2008, 17:56
Moja Julcia miala nadwrazliwosc na laktoze na poczatku, tzn przybierala na wadze ale bardzo plakala, miala bardzo mocne gazy i octowa kupke ... polozna polecila mi preparat COLIEF wlasnie na nietolerancje laktozy, i podawalam kilka kropel przed kazdym karmieniem. Teraz Julcia ma 8 tygodni prawie i odpukac, preparat odstawiony a kupek octowych od paru dni nie bylo i Julcia juz nie placze jak gazy ida.

A swoja droga tak tylko pytam by upewnic sie:

octowy zapach kupki to nadwrazliwosc na laktoze

a zielony kolor kupki u dziecka karmionego tylko piersia to co oznacza? Mala ma taki od czasu do czasu :cry:

petisu
07-11-2008, 20:59
Wszystkie karmione piersią mają kupy o kwaśnym zapachu-coś jak zsiadłe mleko.

Renka
09-11-2008, 02:19
ja sie juz teraz nie dam zbyc machnieciem reki pediatry...jak tylko Kuba skonczy 6 miesiecy jedziemy do kliniki i przebadamy go wzdluz i wszerz....
a teraz jest tyle roznych preparatow bezlaktozowych..szkoda ze 17 lat temu jedynie w pewexie mozna bylo cokolwiek dostac....a i to po wielkich znajomosciach

a zielone kupy to chyba efekt trawienia ( a raczej nie trawienia )tluszczy przez dziecko...ale na 100 % nie jestem pewna wiec jak sie pomylilam to prosze nie krzyczec :hide:

kamilcia.xt
09-11-2008, 21:26
Wszystkie karmione piersią mają kupy o kwaśnym zapachu-coś jak zsiadłe mleko.

ja wyczuwałam słodki zapach, absolutnie nie zsiadłe mleko

co do nietolerancji mleka matki to gdzies wyczytalłam taka teorię (chyba THogg) ze jesli w poczatkach karmienia dziecko ssie zbyt krotko z jednej piersi (nam w szpitalu zalecali nie przekraczac 15min :roll: ) to dziecko nie da rady wyssac mleka trzeciej fazy i piers się "uczy" żeby produkowac tylko pierwsza fazę czyli wysokolaktozową i w efekcie dziecko jest przeładowane laktoza i ma kolki.
nie wiem ile w tym prawdy ale moja Karina od poczatku ssała co 3-4godz przez 40min i nie miała kolek a córka przyjaciólki co 1,5 godz przez 5min i miała potworne kolki

Renka
09-11-2008, 21:35
nie wiem jak to jest ale ja po dwojce dzieci widze roznice mimo ze obydwoje z jednego ojca i matki, tak samo karmione i pielegnowane...madzia po kazdym karmieniu ulewala i wiecznie miala kolki a teraz jozio nie ulewa, kolki mamy sporadycznie ... jedyna roznica to wtedy nie maialam chusty a teraz sie bez niej nie obejde.

petisu
09-11-2008, 23:50
kam.xt-wiesz, dawno nie wachalam. ;)
To o dlugosci karmienia brzmi sensownie. Chociaz Luska jadla wzglednie dlugo, a kolki miala i nic na nie nie pomagalo, debridat chyba troche, ale zdaje sie, ze i tak sie juz konczyly.
Z lektury wynika, ze nadwrazliwosc na laktoze (mozna tak nazwac chyba prawie kazda dziecieca kolke, kolke, nie bol brzucha) nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersia. Nietolerancja laktozy podobno tez nie, chociaz nie mam pojecia jak takiemu dziecku pomoc? Jak nie wytwarza laktazy, to nie wytwarza i tyle. Moze sa jakies specyfiki, ktore mozna podawac i uzupelniaja ten brak?

Mysle, e w naszym przypadku chusta wiele by pomogla na kolki. Nie jako eliminacja przyczyny oczywiscie, ale z pewnoscia lagodzila by skutki.
(o kolejnej kilkumiesiecznej wylacznosci narecznej spowodowanej bolesnym wpasowywaniem sie zawiazkow zebowych nie wspomne...)

sylwik
10-11-2008, 10:09
Co do zapachu....
To on byl taki bardziej jak ocet a nie jak zsiadle mleko.
pozdr
s.