Ja nie do końca to wszystko rozumiem.
Kocham jeździć na rowerze, i popieram wożenie dzieci na rowerach w fotelikach (tych na bagażniku i tych na przedniej rurce).
Jednak w razie wywrotki (np w bok) dziecko leci wraz z rowerem, ja muszę utrzymać sama równowagę/podeprzeć się jakoś żeby nie zaryć mocno o ziemię + łapać jeszcze rower,gdzie jest przyczepione dziecko.
A gdy jadę, i mam dziecko przytwierdzone do pleców, po prostu ja muszę złapać równowagę/upaść tak by nie zrobić nam krzywdy. Nie zdarzyło mi się nigdy,żeby z roweru spaść na plecy. Za to nie raz rower zarył mi o ziemię przy utraceniu równowagi
Większemu dziecku też można zachustowemu ubrać ochraniacze na kolana i kask.

Nie widzę kurcze tej logiki tutaj, bo tak czy siak jeżdżąc z dzieckiem na rowerze podejmujemy ryzyko, i mi się wydaje,że mając je przytwierdzone do siebie ryzyko jest mniejsze. Ale być może patrzę za mało obiektywnie Nie wiem,nie jeździłam, a ten wątek z nieba mi spadł, bo się ciągle zastanawiam.