wracam do kwesti sinienia - ostatnio kobita mnie w sklepie dorwała, sympatyczna skądinąd wyglądała, i że mały ma sine nóżki. Odpowiedziałam jej, że niektóre dzieci tak mają, że ostatnio byłam świadkiem dyskusji na ten temat (tej tutaj ), że mam taką cerę a synek po mnie - kobita, matka przynajmniej trójki, patrzyła na mnie z miną "głupia babo, krzywdę robisz dziecku, a ja i tak wiem swoje". Generalnie nie przejmuję się co ludzie mówią, bo zazwyczaj wiem lepiej , ale zepsuła mi kobita nastrój i radość z noszenia (a niestety nie noszę za często, akurat miałam sporą przyjemność w przytulaniu zamotanego synka) na popołudnie. W ramach rozaważania co powinnam była powiedzieć przypomniało mi się, że nóżki mu sinieją jak noszę bez chusty też i że - jesli dobrze pamiętam - fizjo podczas "instruktażu pielęgnacyjnego" mówiła, żeby się tym specjalnie nie przejmować. No ale sinieją, i zimne są - ale zazwyczaj są zimne, wilgotne i zimne małe stópki.

Przejmować się czy jeszcze nie?