Zauważyłam dziwne zjawisko, występujące w skali epidemicznejObrazek,który występuje w supermarketach, na festynach, nad morzem, w zoo, wszędzie.
Najczęściej wygląda to tak: Tata pcha wózek, mama idzie z dzieckiem na rękach. Chyba,że dziecko cięższe, role się zamieniają. Gorzej, jak jest tylko jeden rodzic, w jednej ręce dziecko, drugą ręką pcha się wózek, i próbuje jakoś wejść do autobusu.
Raz mojej znajomej na spacerze córeczka zaczęła płakać,więc wzięła ją na ręce, i szamocze się z wózkiem. Spytałam,czy pożyczyć jej chustę (zawsze jak jeździmy wózkiem to chusta robi za kocyk na wszelki taki właśnie wypadek), i usłyszałam,że ona nie chce przyzwyczaić dziecka do noszenia. I tak niosła córeczkę jeszcze z pół godziny, aż jej usnęła.
Nie rozumiem,czemu wiele osób tak strasznie boi się chust i nosideł, a jednocześnie noszą swoje pociechy niemalże codziennie?
A może ja po prostu nie powinnam się wtrącać o sposobie noszenio-wożenia? Chciałam po prostu,żeby było jej łatwiej.
Mi samej z dwa razy jak byłam z wózkiem co czasem też nam się zdarzasynek zaczął płakać. Młodego w chustę, wózek pchałam, i nie było problemu,wydaje mi się to łatwiejszym rozwiązaniem,szczególnie gdzieś na wycieczkach.



86 > 66 kg !!!
Odpowiedz z cytatem

Gwiazdeczki ogłaszają "koniec wolności" w momencie zajścia w ciążę, wszędzie słychać niemal wyrazy wpółczucia z powodu pieluch, płaczu i obowiązków i pytania "ile razy w nocy się budzi"...
), to odganianie się od dzieci jak od natrętnych much... I ciągłe myślenie, ile się "traci" z powodu dziecka (kino, wino i fajeczka)... Bezmyślne ułatwianie sobie życia na każdym kroku danonkami, wafelkami i wszelkim łatwodostępnym szitem jedzeniowym, bo tak szybciej, a potem płacz, że alergia, nie taka kupka czy nadpobudliwość....
08.2005
06.2010 













