I drapanie. I wyrywanie koralików/kolczyków (już się oduczyłam nosić ). Odginanie do tyłu. No i jednak... ciężar.

Wątek mi się z nieba trafił, bo akurat mam kryzys w chustowaniu, a do wózka nie potrafię się przegiąć (byliśmy dzisiaj wózkiem na spacerze - dla mnie koszmar).
Młody waży już prawie 10kg, kiedy go noszę,to nie czuję tego ciężaru,ale jak już się rozmotamy to zaczynam czuć
Wiążemy się w kieszonkę,czasem 2x.

Po prostu mi ciężko. Planuję nauczyć się wiązania na placach,ale szczerze to straszne mam opory. Nie czuję się tak pewnie wiążąc z tyłu, może jak nabiorę wprawy...

Poratujcie jakoś,też tak miałyście? Przerzucenie dziecia na plecy pomogło? A jak z wiązaniem na plecach w zimie?
Na razie poluję na mei taia,może to kryzys złagodzi