Nie wiem, czy każda, na szczęście w naszej bibliotece regał z Martynkami stoi nieco z boku i tylko raz dziecko mi się do niego dorwało. Przynosim do domu, bierzem się za przeglądanie, w głowie mi się jawi myśl "o ranyjulek, Martynka ze złączonymi kolankami, nie może to być!". A potem wzrok mój się ześlizguje na ilustracyjkę przedstawiającą fontannę czy co tam. W kształcie pulchnego dzieciątka, prezentującego w pełni swoje gipsowe wdzięki.