ja tam obrazki martynkowe nawet lubię, nie wiem, po co przerobili oryginalne kolory na różowe, no ale pewnie uznali, że takie potrzeby rynku. Natomiast bardzo nie lubię tego, co z tekstem zrobiła Chotomska - jakieś wierszyki-niewierszyki, przesłodzenia i inne.
Karolka nie czytałam, z Julków moja czterolatka praktycznie już wyrosła (ale ona szybko do nich dorosła), do tego, co polecały dziewczyny dodałabym "Piaskowego wilka". Bullerbyn u nas chwyciło nieco mniej, ale ulica Awanturników zdecydowanie.
Nie do końca sie zgadzam, żeby czytać cokolwiek - nie żyjemy na pustyni i można niewielkim wysiłkiem znaleźć dużo pozycji wartościowszych, fajniejszych po prostu od winxów i spółki, a które też sprawią dużo radości dzieciom. Przypadkiem kupioną Martynkę u nas daję radę czytać córce tylko babcia, ja i dziadek (tata czyta rzadko i ten to już w ogóle wybiera) wymiękamy - nie widzę powodu dla którego mam się męczyć, skoro nie muszę. Zresztą podobne poczucie mam w stosunku do zabawek - ostatnio córka powiedziała coś o barbie swojej kuzynki (barbio-maniaczki), spytałam czy jej się podoba - ona na to, że woli swoje lalki-bobasy od dorosłej. Uchowała się do tej pory bez barbie, littlest pet shopów, ma jakąś jedną polly pocket i nie wydaje sie*nieszczęśliwa, z książkami podobnie. Aczkolwiek jak dojrzeje i zapragnie, to nie będę jej zabraniać, zapewne jeszcze wiele przed nami.



Odpowiedz z cytatem