my byliśmy w sobotę tylko gady nam służyły jako koc do wózka, bo moja gadzina za nic nie dała się zamotać, co ułatwiłoby brodzenie w tym, błocku zdecydowanie...
paznokci u stóp jeszcze nie domyłam, pomalować musiałam bo jakieś żółte zostały
a sobotnia pani w niebieskiem wisiadle przodem do świata opowiadała komuś jak to fajnie dla małego bo tyle widzi...
poza tym widziałam jak ktoś słowiańskie gadżety dokupował do rubingolda chyba chustoświrownie granic nie ma,

a mama słowianka miała jedn,a chyba nati taką w beżach tylko okrutnie zawiązane na kształt wisiadła i strasznie krzywo ale nie miałam śmiałości jej pouczać...