Fakt, albo róże i fiolety bez końca, albo milion wersji jednego wzoru...
A gdzie różnorodność, gdzie podnieta?

Pamiętacie, jeszcze niedawno, gdy wychodziła nowa chusta, to zanim wyszła, wyrabiałyśmy co najmniej kilkanaście stron, potem niemal drugie tyle w trakcie czekania i trzecie - po akcji... A teraz zdarza się, że kolejny rzut, albo i nowa chusta, zupełnie bez echa przechodzi...

Zatykamy się już powoli szmatami, niedługo nam uszami zaczną wychodzić, a bazarek ugnie się pod cieżarem kilometów materii za bezcen, których nikt nie chce...