My przerabiamy to samo, tylko z kupą. Plus przewrażliwienie Małego na tym punkcie = problem gotowy. Czeka do ostatniej chwili, po charakterystycznym nerwowym przysiadaniu poznajemy, że czas do toalety, a Mały się zapiera, że nie. Po czym jest bieg ze łzami w oczach. Nie zawsze dobiec zdążymy. Temat zrobił się drażliwy, co tylko problem potęguje. No i częstotliwość "wypadków" wzrosła odkąd siostra się pojawiła. A u Was żadna nowość nie zaistniała? Jakieś nerwowe podłoże?



Odpowiedz z cytatem