dobra, do tej pory był cud miód malina ale wczoraj ech....
wzięłam dziecia, zamotałam i wyszłam po zakupki , jakoś więcej mi ich wyszło niż pozwoliła pojemność siaty, więc wygladałam dość komiczno- żałośnie, z przodu dzieć, w jednym ręku dość ciężka i wypchana siata, w drugim dwie butle wody, w zębach klucze (dodam że sklep mam na szczęście w bloku)
No i super by było gdyby wejście do klatki było otwarte, ale nie, trza było wbić kod nastąpnie zdążyć podejść do drzwi by je otworzyć, no i.. oczywiście 3 x próbowałam i się mi nie udało, w dodatku w recepcji siedziała baba i się gapiała na mnie zamiast mi qrde pomóc . Stałam przed drzwiami jak ta sierota zupełnie bezsilna, i po raz pierwszy poprosiłam o pomoc, jakiś młody chłopak podleciał widząc mnie taką żałosną i pomógł . Byłam tak wściekła na całą sytuację że po wejściu do klatki nie mogłam wydobyć głosu i nic tej recepcjonistce nie powiedziałam , do tego jak sie później zorientowałam wszystkiemu przygladała się inna baba z tej samej klatki co ja . Wsiadła ze mną do windy, obrzuciła mnie takim spojrzeniem że lody na Spitsbergen'ie przy tym to pikuś odwróciła się plecami i tak stała. Ech....

ogólnie do tej pory było miodzio , ale wczoraj po prostu koszmar, zupełnie nie wiem jak się odnieść do tego, a dziś tej babie z recepcji nie podaruję