Dzisiaj w tramwaju, zaczepia mnie młoda dziewczyna i mówi: Ja to swojego nosiłam w takim specjalnym nosidełku (wszystkie domyślamy się jak wyglądało), ale taka chusta to fajna jest, a ona tak uszyta jest czy tak fikuśnie zawiązana? Więc strzeliłam babeczce pogadankę. Kto wie, może przy drugim dziecku kupi już chustę, a nie wisiadło
Kilka chwil później stoję na przejściu i słyszę: Ooooj, mama cię dusi, oj, dusi! Rozglądam się, nikogo. I znowu: Oj dusi dusi! Myślę sobie, gdzie jesteś cholero? Patrzę w dół, a tam taka malutka babuleńka (ja dość wysoka jestem) Więc pytam grzecznie: A czy wygląda jakby był duszony? (zasypiał, może pomyślała, że traci przytomność) A ona: Nieeee... a wie pani, że takie nosidła to niezdrowe są! Ja: Nosidła owszem, ale to taka specjalna chusta jest do noszenia dzieci. Ona(kategorycznym tonem): Mimo wszystko! I poszła.