Wygrzebuję, bo mi ręce opadają. Będzie nie o Moltexach, a o wielorazówkach. Ale od początku:
syn ma 9 miesięcy. Sześć miesięcy zajęło mi opracowanie wielorazowego zestawu idealnego - brak przecieków w dzień i w nocy, brak odciskania, walory estetyczne pieluch zachowane - wielki sukces. Pod koniec szóstego miesiąca zaczęły się zęby, a wraz z nimi problem: pieluchy zaczęły niemiłosiernie śmierdzieć już po jednym małym siku. I tak jest do dziś, choć zęby ma tylko dwa (bo górne od dwóch miesięcy nie mogą się przebić). Zrezygnowałam w nocy z wielo, bo nie mogłam koło niego spać bez odruchu wymiotnego.
Teraz mam problem, bo zaczniemy chodzić do klubu mam, chciałabym mu ubierać wielo, ale nie chcę, żeby inne osoby czuły od niego smród. Czy jest jakiś patent na to, żeby (chociaż w dzień) pieluchy aż tak nie zajeżdżały?
(dodam, że po praniu nic nie śmierdzi, więc nie jest to kwestia konieczności strippingu/złogów/niewłaściwej pielęgnacji)





Odpowiedz z cytatem

Sara 28.04.2012 

