A czy to wpływ chustoforum?

Bo wiesz, rejestrując się kilka lat temu na forum miau byłam opiekunką jednej jedynej czarnej Kity.

Teraz liczebność kotostanu zgromadzonego pod jednym dachem potroiła się, a w międzyczasie przez dom przetoczyły się dziesiatki tzw. tymczasów.
Ale chusty jakoś mnie nie ruszają mnie tak, jak koty.
Tak, jak nie ruszają mnie (powiedzmy) niebieskoocy blondyni, bo wolę brunetów i już. Patrzę na te zdjęcia, stosiki, zamotane, niezamotane, próbuję się w czymś zakochać - i nic, nic, zimne złe serce nie drgnęło, ni chu-chu. Ale nosić w chuście lubię, wręcz uwielbiam, ale to już chyba inny temat.
Natomiast przechodząc obok witryny sklepu z butami mimochodem czuję mrówki na plecach i jakaś tajemnicza siła ciągnie mnie do środka. Myślę, że powinnam sobie jakąś podręczną opaskę na oczy zamówić, lub coś w tym guście.