A ja nie wyobrażam sobie, jak trzeba by zabunkrować duże łózko, żeby dziecko z niego nie wyszło przez sen, jakby było tam samo...
Jak był mały dzieć wiedziałam, że mogę odłożyć w bezpieczne miejsce i nie spadnie, nie pójdzie, nie zrobi sobie krzywdy. Zresztą lubił poleżeć sam na sam z miśkami czasem, a ja tez lubiłam, ze to lubił
I bardzo lubię i jestem zadowolona, że Stachu śpi w dzień w łóżeczku, a wieczorem uśpiony położony też śpi tam sobie. Potem go karmię jak idę spać (chyba, że wcześniej sobie zażyczy) i znów ląduje w łóżeczku. I dopiero przy następnym karmieniu (2-4) ląduje u nas do rana. Chyba, że mam noc twardziela i karmię go na siedząco i znów odkładam (mam metr z łózka do łóżeczka ), wtedy dopiero nad ranem.
Ale powiem, że coraz bardziej staram się być twardzielem, bo mimo, że miło, cieplutko i sapiąco, to, kurcze, wygodniej śpi się tylko z mężem! Mąż nie kopie w głowę. Męża nie trzeba asekurować przez sen, żeby nie spadł z łózka. Mąż nie siada nagle i nie kładzie się na odwrót.