Mój Krzysio też był niewózkowy, więc nosiłam go z musu w wisiadełku, bo niestety o chustach nie słyszałam. Co ja się wtedy namęczyłam?! Jak się urodził było potworne lato, gorąc wielki, pot sie z nas lał( dosłownie) litrami. Nigdy tego nie zapomnę! Grześ był już wózkowy, a poza tym klocek był z niego. Raz go tylko włożyłam do nosidełka i szybko zdjęłam , bo mi krzyż pękał. Dlatego będąc w ciąży z Miśkiem wiedziałam, że będę nosić, bo miał się urodzić w lato, więc pozostałe dzieciaki miały wakacje. Musiałam mieć wolne ręce, a Grześ był jeszcze mały , więc transport wózkowy ciągle jeszcze funkcjonował. W chustach zakochałam się od pierwszego wejrzenia i tak zostało!