dobra, może niezbyt trafny dobór słów. Zabrzmiało to dość drastycznie :/Zamieszczone przez pasja
Wiadomo, że czasami mamy wybór a czasami nie i nikt z tym nie dyskutuje. Franek też przynajmniej 6 godzin po porodzie spędził beze mnie, a wcale nie było do tego wskazań, nie był wcześniakiem, nie miał innych problemów ja czułam się przyzwoicie. Wiadomo, że jest jakaś piramida potrzeb i dziecko które się rodzi w 34 tyg wymaga szczególnej opieki bardziej niż wpatrywania się w twarz matki i nawiązywania z nią relacji. Podobnie matka po cc, powinna nabrać sił żeby móc dobrze opiekować się dzieckiem.
To jest oczywiste.
Ja raczej chciałam zwrócić uwagę na to, że czasami/często dochodzi do sytuacji w których nie ma potrzeby rozdzielania matki i dziecka a mimo tego takie praktyki są powszechnie znane. Tym bardziej tego nie rozumiem gdy czytam w Podręczniku Pediatrii Nelsona, który uznawany jest za Biblię Pediatrii - więc zakładam, że każdy lekarz przynajmniej widział okładkę tej książki, coś takiego:
„ (...) Pierwsze godziny po porodzie, gdy dziecko jest spokojne w stanie czuwania, mogą być znakomitą okazją ułatwiającą powstanie więzi i przywiązania. Zdarzenia w tym okresie mogą wpływać nie tylko na jakość związku między matką a dzieckiem i innymi osobami, nawet jeśli są one tylko obserwatorami. Nie wiadomo, czy u ludzi istnieją „okresy krytyczne” dla kształtowania się więzi i przywiązania, odpowiadające zjawisku „wdrukowania” u zwierząt. Wydaje się, że dzięki odpowiedniemu nastawieniu większości rodziców, rodzin i dzieci udaje się przezwyciężyć skutki tych sytuacji w okresie noworodkowym, które mogły mieć niszczący wpływ na tworzenie prawidłowych więzi rodzinnych. Z drugiej jednak strony, dla niektórych bardziej wrażliwych dzieci i rodziców utrata możliwości nawiązania harmonijnej interakcji w czasie pierwszych godzin i dni może być bezpowrotna. Utrata tej szansy może stać się w pewnych warunkach pierwszym krokiem do rozwoju w przyszłości zaburzeń emocjonalnych (...)”
Pediatria Nelsona str 20
Wiem, że to co napisałam wcześniej nie jest za szczęśliwie skonstruowane i może urazić uczucia nie jednej mamy – za co przepraszam.
Zwyczajnie dzieliłam się swoją wiedzą, nie jest to moje zdanie na ten temat ani też żadne moje odkrycie.
Ale pomijając już fakt czy to nas boli czy nie uważam, że ktoś to napisał bo miał jakieś podstawy do tego. W naszym przypadku ma to mniejsze znaczenie bo wiele z nas ma świadomość tego typu uwarunkowań, poza tym w tym tekście jest za dużo „może” i „pewnych”, żeby wyciągać z niego jednoznaczne wnioski.
Wiadomo, że wszystko jest względne i każdy z nas jest inny, każdy słucha własnego instynktu. Autor zaznacza, że wiele da się nadrobić, ale też stwierdza pewien fakt. Myśle, że dobrze mieć świadomość tego. Dla mnie to był szok..., ale dzięki temu wiem, że bez wyrażnego powodu drugiego dziecka nie dam sobie odebrać.
I jeszcze podkreślę, że fakt rozdzielenia matki z dzieckiem nie oznacza, że dziecko czy matka będzie miało jakiekolwiek problemy emocjonalne czy zdrowotne - nasze matki widziały nas tylko kilka chwil dziennie na karmienie i jakoś dajemy sobie radę w życiu.





Odpowiedz z cytatem

