No w sumie fakt, o reakcji rodziny i znajomych nie pomyślałam...

Ale ogólnie były pozytywne, nikt się w czoło nie stukał, moja mama zachwycona. Njmniej przekonaną osobą jest mój mąż własny, choć ostatnio jak jechaliśmy do teściów powiedział: weź może wielo, Laura sobie w nich po ogrodzie pobiega

Ludzi, którzy nieprzekonani też nie przekonuję, nie czuję się misjonarzem. Ale w sumie znajome mnie wciągnęły i to w sumie one słuchały moich początkowych reakcji na nie

No i jest ekonomicznie, zawsze można je sprzedać :d