Po długich namysłach, wielu wahaniach i bojach ze strachem ogromnym, postanowiłam wreszcie zacząć plecakować mojego Syna.
Dziś zrobiliśmy pierwszą próbę... Za szumnie powiedziane- niestety.
Mąż mi położył Młodego na plecach, bo bałam się jeszcze sama Go tam umieszczać ( i pytanie, kiedy nie będę się bała?...).
No i czym prędzej zdjął. Mały tak się miotał i wariował, że miałam poważne obawy, ze zaraz spadnie.
No i ostatecznie wylądował w 2x jak zwykle...
Czy Wasze Dzieci też tak miały na wstępie? I jeżeli tak, jak sobie z tym radziłyście? Kiedy to mijało?






Odpowiedz z cytatem
!







... Za późno startowałam do Syna, gdy już był zmęczony zbyt i jedyne, co osiągnęłam to trochę ćwiczeń "na sucho" (swoja droga, mój Mąż to antytalent w temacie- raz miał mi pomóc- cud, że Młodego chustą nie udusił
!!!

Jak pisałaś, że nie ogarniasz dwójki dzieci, to chlipałam, że co mnie podkusiło na dwójkę maluszków 


