-
Chustomanka
Dzięki uprzejmości Vernei i temu wątkowi miałyśmy okazję przećwiczyć z Hanką tongę. Może deczko za wcześnie, bo młoda dopiero przedwczoraj zaczęła odwazniej stawiać pierwsze samodzielne kroki i mało ją zajmują nosidła. No ale.
Tonga przyleciała, wypakowałam, założyłam, schwytałam dziecko, które na widok nakładanej na nie czarno-szarej siatki się przeraziło. Odkręcenie pierwszego wrażenia trwało dwa dni 
Potem okazało się, że Hanka jednak naprawdę nie umie siedzieć spokojnie. Obracała się na boki, zbyt prostowała w biodrach. Efekt był taki, że siatka na pleckach mocno odstawała, musiałam ja asekurować ręką.

Tonga jest tak zrobiona, że środek siatki gdzie wpada pupa jest tej samej długości jak brzeg siatki i łatwo się dziecku w którąś stronę wysmyknąć, nie ma możliwości przyciągnięcia na plecach. Druga sprawa to pas, który ciągle miałam na szyi 
Skróciłam (edit: bardzo mi się podoba patent regulowania długości w tondze), ściągnęłam za ramię. Efekt był taki

Hanka wpadła głębiej, siedziała pewniej, noaleeee... mi niewygodnie, jej się siedzenie tak ciasno nie podobało (jak pisałam - nie ta faza)
Najbardziej to jej się podobało tak

Wniosek jest taki, że tonga nie dla nas, czuję się z dzieckiem zbyt niepewnie, ona nie ma takiego odruchu, że przywiera do mnie, czy trwa rozluźniona w pozycji 'dziecka w chuście'. Jak na takiego wiercipiętę tonga jest niewystarczająca.
Dzięki jeszcze raz, chociaż tonga nie dla nas.
ps. Przepraszam za rozgardiasz mieszkaniowy, fryzurę i w ogóle wersje 'saute'. I za damę z łasiczką
Tagi dla tego wątku
Uprawnienia umieszczania postów
- Nie możesz zakładać nowych tematów
- Nie możesz pisać wiadomości
- Nie możesz dodawać załączników
- Nie możesz edytować swoich postów
-
Zasady na forum