mieszane uczucia - fajny artykuł o świrkach - o forum - a konkretniej o wycinku forum - jak najbardziej. Pomyślałam jednak, że forum ma i inne fajne, a mniej merkantylne wycinki, no ale w sumie tak się składa z artykułem o dziecio-wydatkach (którego zresztą jeszcze nie przeczytałam). No i artykuł trzeba traktować jako całość ze zdjęciami, które lepiej pokazują po co się nosi (bo zasadniczo żeby był rzeczywistą ilustracją, to wypadałoby zdjęcia stosików, pawi etc).
Bardzo nie podobało mi się zdanie - wiem, miało być żartobliwe - o kobietach na świecie noszących w byle czym i byle jak - wiem, że to miało być przeciwstawienie będącym na drugim krańcu przyglądającym się niemal z lupą certyfikatom europejką, ale jednak dla mnie zabrzmiało trochę obraźliwie.
I nie podobał mi się kawałek o płatnych konsultantach - raz, że za naukę noszenia nie płaciłam ani złotówki (mąż mnie poprawił - raz byłam na spotkaniu Klubu Kangura i wrzuciłam kilka złotych do koszyczka) bo ludzie się tą wiedzą dzielą chętnie i bezinteresownie, a zwłaszcza w dużych miastach łatwo znaleźć możliwości bezpłatnych spotkań z instruktorem, a dwa, że autorka pisze, że konsultantom się płaci za przekonanie, że będzie wygodnie i zdrowo - czyli za omamianie. Może w zestawieniu z osobą Agi kilka razy pojawiającą się w artykule jest to trochę zneutralizowane, ale jednak po takiej reklamie chyba bym omijała konsultantów szerokim łukiem i nabrała podejrzeń, czy to rzeczywiście takie wygodne i ok to całe noszenie, no i czy warto się go uczyć, skoro można nosić "w byle czym i byle jak".
No i rzeczywiście dużo tam didków, a zabrakło mi natek, zwłaszcza pośród pierwszych chust, a nie tylko jako limitów wyprzedawanych w pół minuty - mam wrażenie, że to przez nie przeszła na początku większość forumek.
Mąż po przeczytaniu - że niby ok, ale za dużo slangu, w którym on (a siedzi koło mnie przy swoim komputerze i często mu komentuję co czytam) się gubił i którym się na koniec znudził (ale żeby nie wiedział wcześniej, kto to chuścioch i że czytając pomyślał, że szmatan to właśnie chuścioch).
Teraz dodam - nie jesteśmy inteligentnymi, błyskotliwymi czytelnikami "Polityki", a ja do tego jestem wyjątkowo czepialska, zazwyczaj mnie denerwują teksty które mnie jakoś dotykają przez nieścisłości.
Ale artykuł mnie cieszy, poza kawałkamidla mnie jest fajny, no i bardzo fajne są zdjęcia świetnie go dopełniające o to, co nie napisane (ale na grzyba ktoś chodzi z kilometrowymi ogonami z przodu plączącymi się pod nogami - też mi wygoda!) I tylko mam nadzieję, że teściowa (zdecydowanie czytelniczka "Polityki", ale zazwyczaj z poślizgiem czyta) go nie dorwie, bo co prawda nic nie mówi o kolejnych szmatach przewijających się przez nasze mieszkanie, ale nie musi, żebym miała pewne wyobrażenie, co o tym myśli.



).
dla mnie jest fajny, no i bardzo fajne są zdjęcia świetnie go dopełniające o to, co nie napisane (ale na grzyba ktoś chodzi z kilometrowymi ogonami z przodu plączącymi się pod nogami - też mi wygoda!) I tylko mam nadzieję, że teściowa (zdecydowanie czytelniczka "Polityki", ale zazwyczaj z poślizgiem czyta) go nie dorwie, bo co prawda nic nie mówi o kolejnych szmatach przewijających się przez nasze mieszkanie, ale nie musi, żebym miała pewne wyobrażenie, co o tym myśli.
Odpowiedz z cytatem
Pokazałaś chusty z innej strony, nie jak wszędzie bliskości i eko-stylu, ale ze strony hobby, nałogu i pełnego świra. Bez trudu znalazłam siebie w tym artykule i łezka mi się w oku zakręciła wspominając czasy, kiedy dzień zaczynałam (kończyłam zresztą też) na chustostraganie polując na "okazje" 





Igi 22/02/2011,

