Cytat Zamieszczone przez Kajucha
Dokładnie. To trzeba mieć w głowie.
Mój pierwszy spacer z Kacprem 9 lat temu był ... 4-godzinny. Uwielbiałam się włóczyć z wózkiem i prawdę mówiąc nie dostrzegałam wtedy barier architektonicznych. Śmigałam wszędzie.
jasne, że trzeba mieć to w głowie, z wózkiem pewnie też biegałabym na długie spacery, ale juz do tramwaju nie wsiadałabym przypuszczalnie tak często (chociaż, kto wie?). z drugiej strony, możliwe że chciałabym wrócić do pracy, gdybym nie miała aż tak dużej chuścianej swobody (możliwe, że nie, w końcu najlepsze w byciu w domu, jest bycie z moim synkiem

Cytat Zamieszczone przez Kajucha
Pierwszy projekt po jego urodzeniu zrobiłam jak miał niecały miesiąc. I tak robiłam wtedy gdy spał i bawił się "stacjonarnie" aż do czasu, kiedy stał sie wymagającym niemowlakiem. Jak skończył 7 miesięcy zawitała do nas niania Ula. A ja z ulgą wróciłam do pracy. Tylko, że u własnego ojca, więc i czas pracy miałam nienormowany, i wolne mogłam wziąć kiedy chciałam.
bycie mamą domową nie oznacza dla mnie zaniechania aktywności intelektualnej czy zawodowej. 2 tygodnie po urodzeniu Krzysia robiłam tłumaczenia, a kiedy mój synek miał 8 tygodni założyłam sklep. Teraz robię różne korekty, tłumaczenia itp Energia mnie roznosi, potrzebuję wciąż nowych wyzwań, ale mogę je sobie zapewnić w domu - kiedyś myślałam, że nie będzie to możliwe - a jednak Całą ciążę przepracowałam, z ogromnym brzuchalem biegałam na imprezy, które organizowałam i było mi z tym super, a teraz mi super z tym, że mogę zwolnić i to, jakie tempo będzie miało moje życie zależy tylko ode mnie - pod tym względem nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o czas przed narodzinami Krzysia i po nich. tyle tylko, że teraz, zamiast zarządzać swoim zespołem i "być wszędzie" (tego wymagała ode mnie moja praca), mogę być właśnie tam, gdzie chcę być w danej chwili

Cytat Zamieszczone przez Kajucha
A bycia "mamą domową" sobie nie wyobrażam. Zaczełabym gryźć po tygodniu. Raz - kocham swoją pracę, dwa - nienawidzę robót domowych, gotowania, sprzątania itp. Z domowych czynności lubię jedynie chwile z dziećmi. Najchętniej te, w których się nie tłuką po łbach i nie wrzeszczą jak opętane.
ja też nie znoszę sprzątać, gotować mogę od czasu do czasu i to, że zostałam w domu z Krzysiem wcale nie oznacza, że stałam się kurą domową (a taki chyba panuje w Polsce stereotyp kobiety, która nie chodzi codziennie do biura). gotuję, kiedy mam na to ochotę, sprzątam, kiedy mam ochotę (czyli tak, jak wtedy, kiedy pracowałam w ogólnie rozumianym sensie tego słowa), czas poświęcam przede wszystkim na spacery z Krzysiem, na zabawy z nim, na huśtanie się na huśtawce pod blokiem, na czytanie, oglądanie filmów w południe, bo mogę swoją pracę też kochałam i w sumie dlatego ten wątek - sama się dziwię temu, jak mi dobrze być mamą domową

i czy byłoby tak samo bez chusty? sama nie wiem czy byłoby tak samo bez możliwości, które daje dzisiejszy świat? może byłoby jeszcze lepiej?