Baaardzo spóźnione, za co przepraszam i kajam się… Zakręcona jestem ostatnio, jak ruski termos – o wybaczenie błagam…

Ale do rzeczy – czyli do formowanek .

Pieluszki po pierwsze są śliczne . Nie przypadł nam do gustu kolor różowy, ale to też dlatego, że chłopcu nie przystoi . Jednak zarówno niebieska, jak i zielona baaaardzo nam się spodobały . Materiał jest bardzo miły, przyjemny w dotyku nawet po wielu praniach (peluszki dotarły do nas już wielokrotnie używane, a wciąż mięciutkie i milutkie. Niestety nie każdy welurek jest miły po wielu praniach, wiec tu ogromny plus). Cuuuuudownie miękkie ! Kolory trwałe – nie blakną, nie spierają się. Mi osobiście brakuje w ofercie jasnych (biała / ecru) – bo pieluszki, które i tak zakrywa się otulaczem preferuję w jasnych kolorach.

Bardzo podobały mi się spinane wkłady – zarówno ze względu na możliwość rozpięcia, co przyspiesza schnięcie, jak i ze względu na kształt, dzięki któremu wkład idealnie dopasowuje się do wnętrza pieluszki, nie przesuwa się, nigdzie się nie zwija i nie deformuje fasonu, zapewniając jednocześnie pełną ochronę (jest wszędzie tam, gdzie powinien chłonąc wilgoć).

Jeśli chodzi o fason, to pieluszki są bardzo zgrabne, wąziutkie w kroczku, co ułatwia małemu zapieluchowanemu człowiekowi stawianie pierwszych kroczków. Jednak do budowy mojego synka (który testował pieluszki ważąc 9,5 kg) pieluszki były za wąskie na pupie – po bokach Matiemu wystawały pośladki, mimo, że pieluszki nie były za małe, bo zapinaliśmy napki tak, że skrzydełka się stykały. Przydałby się chyba rozmiar 3, dla takich troszkę bardziej „pofałdowanych” bobasów .

Chłonność pieluszek przy sporym, mocno sikającym chłopaku określiłabym jako przeciętną. Nie są one jakoś wyjątkowo chłonne, jednak starczały na więcej, niż „jeden sik”, powiedziałabym więc, że osiągnęły wynik dobry. Dla nas na pewno nie dość chłonne na noc, ale na dzień – bez zastrzezeń. Niestety, nie nadają się IMO do używania bez otulacza, bo nawet jeśli pieluszka pomieści jeszcze sporo siusiu, to niestety bardzo szybko robi się wilgotna z zewnątrz. Wielka szkoda, bo nie bardzo jest jak podziwiać bajeczne kolory pieluszek umieszczonych na małej pupie.

Największy dla mnie minus, to maksymalna temperatura prania – 40 stopni. Może to siedzi w mojej głowie, ale absolutnie muszę – przynajmniej raz na jakiś czas – wyprać pieluchy przynajmniej w 60 stopniach. Nie odważyłam się z testowymi, ale jak zakupimy własne, to przetestuję pranie w 60, bo – moim zdaniem – pieluszkom absolutnie to nie zaszkodzi. Obiecuje zdać relację po praniu.

Mam nadzieję, że moja opinia będzie pomocna . Bardzo dziękuję za możliwość testowania.