Nie niszczę książek, ale parę odziedziczonych z różnych źródeł koszmarków, póki co głównie estetycznych, wydelegowałam hen daleko. Nie dalej jak przedwczoraj wyłowiłam jeszcze ze sterty tych małych kwadratowych książeczek w Janka pokoju "Dziewczynkę z zapałkami" - po pierwsze, jeszcze nie jesteśmy gotowi na czytanie tej historii i nie wiem, czy i kiedy będziemy, a po drugie - ilustracje były okrrropne.
Poza tym, do tej pory "ocenzurowałam", czytając z młodym "Księgę dźwięków" (szpinak robi blee, mama robi cmok cmok, tata robi ciii, albo coś w tym rodzaju) oraz "Lampę Maksa" (tylko to mamy z tej serii, ale eliminuję "głupią lampę" i dodaję, że mama przytula, kiedy przykleja plaster, bo na rysunku faktycznie przytula)
Dziwnie się czuję, czytając "Murzynka Bambo", więc sama nie inicjuję, ale jak młody chce, czytam mu, kiedyś z nim porozmawiam o poprawności politycznej, rasizmie itp.