Wrzucam Kamyka "na samolocik", krawędź chusty w trakcie przytrzymuję na jego ramionach.
Macie jakiś patent na wrzucanie dziecka z samolocika, ale żeby rączki były na zewnątrz chusty? (jak motam z kucków przy tapczanie, Kamyk ląduje mi za nisko na plecach, nie daję rady go przesunąć w górę i trudniej mi się dociąga - czytaj: nie dociągam porządnie. Z biodra - czarna magia. Z samolocika mi najwygodniej, bo od razu ląduje w odpowiednim miejscu - tylko te rączki, które teraz już nie muszą być schowane i wolalabym, żeby więcej chusty było niżej).



2 + 7 (2005-2018)
Odpowiedz z cytatem


)
) i opuszczam na miejsce lądowania.






"A teraz dziewczyny pyry na plecy 




) w tobołku z rekami wewnatrz chusty i z rzadka je wyjmowała. Teraz sobie mysle, ze może Jej nudno, tak z łapkami w chuście? Dziś spacer po działce i lesie z łapkami na wierzchu. Zobaczymy co nam wyjdzie (Niunia jest konserwatywna i może nie chciec miec łapek na wierzchu, skoro zawsze były schowane
).
