Nadszedł i na mnie czas się przywitać. Już się zaczęłam na Forum szarogęsić, a jeszcze tu wątku nie mam![]()
![]()
, więc naprawiam ten karygodny nietakt
.
Mam na imie Aleksandra, jestem mamą dwóch chłopaków - Szymka 4,5 roku i Matiego - lat niespełna pół. Noszę w chustach od dwóch tygodni![]()
![]()
...Bo przedtem raczej jeździłam wózkiem. Jak już musiałam gdzieś nieść, bo się nie dało inaczej, to nosiłam w wisiadełku![]()
![]()
. Ogólnie uważałam zawsze, że dla dziecka nalepszy jest wózek, a noszenie jest na sytuacje ekstremalne. O!
Na szczęście dobre dusze (m.in. obecne tu covu i AGA-cka) oświeciły mnie w temacie wisaidełek. Szybciutko więc wisiadełko wrzuciłam na dno szafy i nosiłam już tylko na rękach. Jednak pod wpływem podsuniętych mi przez dziewczyny artykułów w necie - "dziecionoszenie" zaczęło drążyc moją podswiadomość...
Tak oto postanowiłam zamienić wisiadełko na ergonomika. Chusty wcale nie brałam pod uwagę, bo to było dla mnie zawsze coś zbyt skomplikowanego do opanowania, poza tym uważałam się za ciężki i nieuleczalny antytalent w wiązaniu jakichkolwiek węzłów (chyba "uraz" po przygodach z żaglami). Strach przed wypadnieciem dziecia z chusty powodował jej skreślenie, jeszcze "w przedbiegach".
A, że tylko krowa zdania nie zmienia, a mistrz zmienia, gdy widzi, że się mylił - niespełna 2 tygodnie temu po skończonej wizycie u covu - wyniosłam z jej domu zarówno Tuli, jak i - tak, tak - chustę!!!
Miałam przetestować i wybrać, co będzie się dla nas lepiej sprawdzać. I - niestety - nie wyszło mi zdecydowanie się na jedną opcję... Z poczatku lepiej się dogadałam z Tuli, bo nic nie trzeba wiązać, jest łatwo, przyjemnie i ślicznie! Dzieć uznał natychmiast, że zasypia się tylko w Tuli, dzięki czemu z 40 minut usypiania zrobiło się 10
! Tuli zdobyło nas szturmem i już
.
Ale chusta nie pozostała na dnie szafy - o nie! Jak tylko zorientowałam się, że dzieć mi jednak nie wypada - zaczęłam intensywnie ćwiczyć motanie. Z coraz większą przyjemnością! I - o dziwo - bez żadnych problemów, bo mój młodszy okazał się urodzonym chuściakiem i ze stoickim spokojem znosi mamine "wprawki", aby po finalnym zawiązaniu supła, w trybie pilnym zasnąć na moich piersiach.
Motanie od kilku dni wychodzi mi już na tyle dobrze, że przestałam mieć opory przed wychodzeniem z chustą z domu! A dokładniej - zaczęłam wychodzić już tylko z chustą (no i z dwójką dzieci oczywiście
).
Czy ktoś może chce kupic wózek???