Gdy Bruniak skonczyl 4 miesiace, przedszkole Felixa sie przenioslo na drugi koniec miasta i musialam jezdzic metrem/tramwajem/autobusem z malym niezaleznie od pogody. Powiem Ci tylko tyle - gdybym miala jezdzic z wozkiem, to Felix nie chodzilby do przedszkola Owszem, nieco wprawy trzeba, szczegolnie w stosownym ubieraniu towarzystwa, zeby sie nie zgrzalo w pojezdzie.
Trzeba przygotowac starszaka na rozne sytuacje, zeby szybko reagowala tak, jak trzeba (przejscie tam, gdzie mniej ludzi, trzymanie sie mocno, etc). Felix musial sie tez nauczyc, ze oprocz torby ze sniadaniem nie bierze zadnych dodatkowych rzeczy, bo nie bede ich trzymac. Przewaznie stoje, bo mam poltoraroczniaka, ktory jest na plecach i puszczony luzem rozrabia, otwierajac drzwi przyciskami Gdy byl mlodszy czesto ustepowano mi miejsca. Zima rozpinalam plaszcz, zeby bylo malego widac z daleka. teraz nie musze - wsiadam, a on krzyczy do wszytskich Hallo! Unikam barierek poprzecznych, wole miejsca przy drzwiach. W tloku staram sie byc blisko czola pojazdu, jesli sie da - wtedy kierowca mnie widzi.