Ja nie jestem przekonana do kieszonki. Zawiązałam raz i nigdy więcej. Jakoś mi nie podpasowało rozłożenie środka cięzkości na plecach
Chyba będę musiała spróbować tej kieszonki.
Drugie dziecko, inny wymiar macierzyństwa, inne chustonosicielstwo![]()
Ja nie jestem przekonana do kieszonki. Zawiązałam raz i nigdy więcej. Jakoś mi nie podpasowało rozłożenie środka cięzkości na plecach
Chyba będę musiała spróbować tej kieszonki.
Drugie dziecko, inny wymiar macierzyństwa, inne chustonosicielstwo![]()
Ten 2X to tylko dlatego, że przez te wszystkie lata nic innego się nie nauczyłam
Nie miałam takiej potrzeby, 2X był łatwy, przyjemny i praktyczny.
Po domu moge sobie wiązać kieszonki i kangury (jak się szybko nauczę), ale na spacer to tylko 2X wchodzi w rachubę.
A jak się potwór rozryczy i bede musiała go wyjąc, to motanie na ulicy raczej mnie nie zachęca, tymbardziej, że u nas deszczowo![]()
Aga, masz bardzo dużo racji - kiedy Ty ze swoimi umiejętnościami pomagałaś mi/uczyłaś mnie "zadwuiksować" naprawdę małego wtedy Kajetana - wyszło cudownie. Mnie, samodzielnie, nigdy wcześniej ani nigdy potem nie wyszło już dobrze![]()
To wszystko musi zależeć od umiejętności, ale wydaje mi się, że (bez dobrych umiejętności) 2x łatwo zrobić bardzo szerokie, znacznie łatwiej niż kieszonkę...
mi. też bedę miała małego Kajetana
Tzn. chyba bede miała, bo losy jeszcze się ważą. Coś tam ojciec jeszcze duma, ale marnie mu to idzie.
Więc zamotałam moje dziedzię w 2X.
Pierwszy raz jak motałam to pół godziny dociągałam, drugi raz dociągałam 20 min, następnie kwadrans, a teraz to w 5 min, się wyrobię...
Jak byliśmy pierwszy raz na chustowym spacerze to aż drżałam, żeby nie spotkała mnie jakaś inna chustomama, i oby nie forumowa, bo by mnie chyba nieźle obsmarowała tu na forum))