Powiedzcie mi, czy chusty rozpuszczają dziecko? Słyszałam, ze nie, ale coraz bardziej zaczynam myśleć,ze jest odwrotnie.
Moja Marta była bardzo spokojnym dzieckiem, zawsze był to mamincycek, ale ładnie zasypiała, była spokojna, uśmiechnieta, ja z dumą noszę ją w chuście i jakiś czas temu zaczął się problem. Płacze jak nie jest na rękach ( mozna powiedzieć, ze miałczy, co mnie do szału doprowadza), sama zasnąć nie może i jest masakra przed spaniem. cały czas chciałaby się nosić i nosić. Już nie mówię o tym, zeby ktoś inny ją brał na ręcę lub zostawał z nią kiedy ja wychodzę...jest ryk. Czuję się uwiązana i już mam coraz mniej cierpliwości, uspokaja sie momentalnie kiedy ją biorę na ręce. Wszyscy dookoła mówią, że to wina chusty, że tak się nauczyła, być przy mnie blisko i sama sobie nawarzyłam piwa. ja wciąż zaprzeczałam, ze nie, że to nie przez to, ale już sama w to nie wierzę. Starszej córki nie nosiłam w chuście i nigdy takich kłopotów z nią nie było (wiem, ze to tez kwestia charakteru, jest otwarta na ludzi, niczego się nie boi), ale to, co zaczęło sie dziać z martą martwi mnie, a ja juz jestem wykończona!!!
Jeśli to faktycznie z winy noszenia w chuście, to chyba gdybym to umiała przewidzieć, walnełabym chustą w cholerę. bo teraz nie mam życia!!!! A nie należę raczej do tych Mam, które wg Liedloff pragną non stop mieć dziecko uwieszone na sobie, nawet jak ida ( za przeproszeniem)srać. ja lubie mieć czasem troche oddechu i chwile dla siebie, choćby po to, by popisać na forum.
Czy Wy też tak miałście? Poratujcie, bo zniechęcę się do chust, zwłaszcza, że plecaki totalnie mi nie wychodzą![]()
![]()
![]()