Mimo, że sporo podróżujemy turystycznie (a ja dodatkowo jeżdżę bardzo często na koncerty) to jeszcze nigdy nie spotkałem nieznajomej osoby w chuście lub miękkim nosidle. Ani w górach, ani nad morzem, ani nad jeziorem ani w kolejnych miastach... Nawet jednej osoby! Niestety wciąż nas tak mało. Wczoraj ten polski wózkowy zły czar prysł - na próbach przed koncertem na lotnisku w Gliwicach widziałem ze sceny dziewczynę z dzieckiem w chuście. Wreszcie! Mam dobry humor i wierzę, że ten pierwszy chuścioch wywoła lawinę. No i ani się obejrzymy a za posiadanie wózka będzie odpowiedni paragraf.
Dziewczynie w chuście zadedykowałem piosenkę choć właściwie nie wiem czy była na koncercie czy tylko na próbach - czy to ktoś z forum?