Miło mi. Dziękuję... Dziś udało nam się wyjść z domu w nosidełku! Już o wiele mniej płakał, jak go wkładałam. O tyle było trudniej, bo był już zdenerwowany ubieraniem się w kurteczkę i czapkę i spodenki - nie znosi tego, więc musiałam go najpierw rozluźnić, żeby zgiął kolanka... Udało się i efekt był taki, że prawie pół godzinki spacerowaliśmy po ogrodzie, pokazywałam mu młode listki na drzewkach - kilka oczywiście zerwał i "dał" tacie hahaha Potem zaczął się krzywić, a ponieważ się rozpadało, nie walczyłam z nim dłużej, wróciliśmy do domku i teraz śpi najedzony, przewinięty i zatruty tlenem. Jeszcze będzie dobrze...