Nawróciłam moją mamę!

Zawsze akceptowała moje noszenie w chuście, mówiła że super, ale jak tylko słyszała że jadę na spotkanie KK to się uśmiechała pod nosem, lub jak jej proponowałam się omotać też nie chciała się zgodzić - bo jest za stara, bo Miłosz nie będzie chciał
No i dziś cichaczem wrzuciłam sobie małego do chusty, a ten - rwący się do chodzenia 11-miesięczniak, który nie chce być na ręku a tylko chodzić za rączki całymi dniami, spokojnie dał się omotać i siedział mi tak godzinę szczęśliwy później ku mojemu zaskoczeniu wzięła go mama również na godzinę!
Powiedziała tylko podczas motania: "A jak mi się spodoba to co ja zrobię? Będę musiała kasę wydać"
A tu fotki (jedna niewyraźna, bo komórką, no i na kieszonkę i jej dociągnięcie -a raczej jego brak...- nie patrzcie, dopiero poznajemy się z tkaną )

Tu ja z Miłkiem:

A tu już MAMA w akcji