Co jakiś czas odzywa się we mnie zapotrzebowanie na kolory energetyzujące - zapewne stąd polekont mandarynka czyli jaskrawopomarańczowy (żeby nie powiedzieć zajebiście pomarańczowy)
Pierwszą chustą był hopp - Havana. Ciepłe żółte pasy + duży kontrast między jasnymi i ciemnymi - też wydaje mi się, że raczej energetyzujący. Wtedy ropatrywałam też Santiago i Nairoba, Havana była z nich najspokojniejsza i w zasadzie wybrał mąż A wybrał najlepiej pasującą do noszonych przeze mnie wtedy beży i brązów.
Niebieskości nati Ontario (jeszcze wtedy nazwy nie miało) były wynikiem ograniczonego wyboru u ekomamy. A, niestety, nati sawanna nie zaistniała w wersji cienkiej. Jakoś już sunseta nie chciałam. A uczucia mam do niej mieszane, znaczy takie nieentuzjastyczne. Lubię za gramaturę, niebieskie obiektywnie ale subiektywnie za spokojna jest
A Janek woli ciepłe kolory chust - widocznie też musi się doenergetyzować. Jak był u nas SOL przechodni, to nie można było dziecia z chusty wyplątac, żeby ją złożyć.
Fiolety i zgniłe zielenie mi nie leżą (zgniłe zielenie to nie o Ince).