... nazywany przeze mnie Pleasentville, a przez mojego męża chustą w WTC
kolor mnie zaskoczył (pozytywnie) bo okazał się ciemniejszy niż to sobie wyobrażałam, jest stalowo szary.
w dotyku jest to kawał pożadnej szmaty.
nigdy nie miałam kaszmiru i myślałam naiwnie, że to jakieś delikutaśne cudeńko, w którym z pewnością nosiłyby hrabiny...
gdyby tylko nosiły dzieci w chustach.
a to nie to
sweet place jest gruby i bardzo zwarty. nie jest jakoś straaasznie gruby, ale przez to, że jest bardzo ściśle tkany wydaje się taki... hmm mięsisty, masywny.
bardzo gładki i śliski. jestem w trakcie rozmyślań czy mi to odpowiada, ponieważ szorstką chustę jest mi paradoksalnie łatwiej dociągnąć.
na temat nośności na razie nic nie powiem, bo muszę iść na dłuższy spacer zawiązana z przodu.
zdjęcie marne i zrobione z lampą, ale widać jak sie światło na chuście układa.
![]()




Odpowiedz z cytatem







.
Ale pięknie uchwyciłaś połysk kaszmiru!
)

