Moje dziecię nie znosi skrępowanych rączek. Żadne otulanie do spania nie wchodziło w grę. Jedynie w chuście mógł mieć schowane. Wyciągać zaczął w 10 m życia.
Moje dziecię nie znosi skrępowanych rączek. Żadne otulanie do spania nie wchodziło w grę. Jedynie w chuście mógł mieć schowane. Wyciągać zaczął w 10 m życia.
Ja jezdze czesem na spacery wozkiem (jak mala w nim zasnie w domu) pod wozkiem chusta obowiazkowo (jeszcze niedawno beco). Jak sie Maria budzi w swoim wozku (za kilka tysi jak to ktoraz was okreslila) to wrzeszczy bo go nienawidzi. Wyciagam wtedy chuste i motam sie na ulicy/w sklepie/urzedzie itp. I wtedy wlasnie zaczepia mnie mnostwo osob (w tym tygodniu policzylam - 15
i bardzo chca wiedziec co to za cud (bo Mnria przemienia sie w tym czsasie z diabla w anilola i obdarza wszystkich usmiechem chuscianym). Poza tym takie motanie na ulicy robi wrazenie
Od razu z usmiechem mozna powiedziec - alez to jest bardzo proste!. I notuja i przygladaja sie i mam nadzieje ze sie wiecej osob uda zarazic
.
ja właśnie też dwóm koleżankom pokazywałam. obie dziewczynki motane po 1,5 roku, moja własna dziewczynka wtedy miała niecałe pół roku, więc się bałam... pierwsze dziecko jest "zbyt żywe" żeby chciało być tak okiełznane w chuście - mama nastawiona sceptycznie i tak pozostało. a poza tym tak ciężko w chuście.. jakoś nie widzi mi się, żeby bez było lżej, ale jak kto chce.
druga mama wybiera sie niedługo na wakacje i właśnie zastanawia się, jak okiełznać dziecko na lotnisku i co w trakcie urlopu. więc mówię: chusta i pokazuję swoją zamotaną córcię. mówię że żabka, że plecki że bezpieczne itd. w końcu udało się zgrać że chusta była wolna - z tą koleżanką widzę się w czasie spaceru, a wtedy moja chusta robi za kocyk w wózku- i zamotałyśmy drugą ruchliwą dziewczynkę. dziecko zachowało się jak moje własne - znikło. uspokoiło się, przytuliło do mamy, po wyciągnięciu łapek na zewnątrz objęło mamę za szyję.. o ile wiem mama dołącza niedługo do chustonoszek
a odnośnie tego, że się ludzie patrzą.. jak byłyśmy wczoraj na polach mokotowskich w wawie z koleżankami to też się patrzyli - pięć dziewczyn z wózkami. a ja w końcu i tak wyciągnęłam moją gwiazdę z wózka i wsadziłam w chustę żeby się uspokoiła.. jak dla mnie czy to wózek czy chusta to jak chcą, to i tak się patrzą![]()
Ufffffffffff, a już myślałam, że jestem jakaś beznadziejna.
Jedna koleżanka nie, bo nie. Druga nie, bo woli wózek, trzecia nie, bo ........ grubo wygląda omotana chustą.
Dzisiaj za to starająca się o dziecko koleżanka macała i macała i myślała jaką kupić, bo przemawia do niej taki sposób wychowania malucha [tak rzekła]. Aby tyle dobrze.
ja to tylko już na pierwszy raz nie proponuję kieszonki tylko 2X, bo szybciej, łatwiej zawiązać i mniej wrażliwe na niedociągnięcie. kieszonka jednak jest specyficzna. zresztą sama też żadko jej używam, bo chusty używam głównie jadąc autobusem i wtedy wolę wyjąć dziecko żeby się nie spociła jak zaśnie, albo samochodem, więc zależy mi żeby można było wyjąć i włożyć bez motania
ja jak zaczynam kogos nawracac przypominam sobie siebie z okresu zakupu chusty. przypominam i w rozmowie uprzedzam wszelkie obawy.
balam sie o:
- kregoslup
- czy nie wypadnie
- czy odddycha
-
wiecej nie pamietam![]()
"za każdym razem, kiedy sprawiasz przykrość swojemu dziecku, powinieneś wrzucić do skarbonki dolara na jego przyszłą terapię"
Ja rowniez uwazam, ze trzeba czuc bluesa. Jak ktos od poczatku nie jest przekonany, to ciezko go przekonac. Ja od razu wiem, kogo przekonam kogo nie.
Jest jeszcze posrednia grupa mam, ktora boi sie, ze nie nauczy sie motac (ja sie od niej zaliczalam). Juz prawie kupilam jakies beznadziejne nosidelko, potem prawie kupilam hamalu, jednak ostatecznie postanowilam zaryzykowac i kupilam Nati. Na cale szczescie.
I mimo ze chusta ma wiele zalet typu wygoda, wyciaganie dziecka z fotelika i wkladnie w 2x, noszenie na plecach i wykonywanie obowiazkow domowych to dla mnie najwazniejsza jest po prostu bliskosc z moim dzieckiem. To, co czuje noszac Maciusia, to sa niesamowite chwile dla mnie i mam nadzieje, ze dla niego tez.
Niektore mamy tego nie maja i tyle (co nie oznacza, ze dzieci nie kochaja).
Po prostu dla jednych mam noszenie w chuscie od razu wydaje sie piekne, nie trzeba im tlumaczyc zalet, a inne nie kumaja czaczy, wiec te sobie odpuszczam.
Wciąga chustowanie, oj wciąga
chustonoszenie to wspaniala sprawa zarowno dla dzieci jak i rodzicow, o jego zaletach mowic by dlugo, ale to jest tak jak z wegetarianizmem - 100% miesozercy nie przekonasz, ze jarzynki sa smaczne i mozna na nich wyzyc i to dobrze, bo w koncu miecho to miecho. Tak samo jest z chusta - ze niby to swietne rowiazanie, ze wszyscy zadowoleni, a niby jak skoro od razu wiadomo, ze to sie nie uda.
Nie ma co sie frustowac. Swiata sie nie zbawi.
Po chusty siegaja ludzie, ktorzy sa otwarci na "nowe" rozwiazania, maja chec uczenia sie, czytaja, rowijaja sie itd
Jest jeszcze jeden warunek - niestety musza posidac zdolnosci manualne, chocby w najmniejszym stopniu, inaczej nie podolaja wiazaniu. Poprostu to ich przerosnie. Absolutnie nie zlosliwie to pisze, poprostu sa ludie ktorzy maja problem np. z koordynacja, z kierunkami itd
Troche duzo tych warunkow do spelnienia. Mozna, by napisac cala prace z socjologii na ten temat. Trudno sie wiec dziwic, ze tylko niewielka grupa ludzi nosi w chustach, a pozostali... no coz pozostali zachodza w glowe, co za pogrzancy krepuja tak dzieci, przeciez one nie moga oddychac.
Tomek (III.07) Asia (X.09)
Doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule® Dresden
http://fotelik.blox.pl/html