No my od jakiegoś czasu też się w Manduce nosimy, bo Majonez robale w tyłku ma i nie daje się porządnie zamotać. Ale zawsze wtedy tęsknię za chustą, zwłaszcza jak patrzę na ten odmandukowy garb na plecach ze skrzyżowanych pasów naramiennych.
W chuście czuję się przytulona, ukochana... A w nosidle po prostu się przemieszczamy. Jakoś nie mogę odnaleźć w nim całej tej miłości, która jest w chuście.
Mam wrażenie, że nosidło nosi tylko dziecko, a chusta niesie nas obie.
Achhhhh, jakiż mam dzień dzisiaj melancholijny...![]()