Postanowiłam dziś po dwumiesięcznej przerwie przeprosić się z wózkiem. Miałam paczkę do wysłania i pomyślałam, że tak będzie łatwiej. Efekt: megawściekłość młodego i moja też. Samo ubieranie go już było męczące, kombinezon jest be. W wózku nie chciał leżeć za nic, bo już był wściekły. Gdybym się nie spieszyła ze starszym do szkoły, na pewno bym wróciła do domu po chustę. Ale nie miałam czasu, więc Jacekpchał wózek a ja niosłam Krzysia. W końcu zasnął. Wsadziłam go do wózka, ale to nie był koniec problemów. Ponieważ byłam wkurzona, wszystko denerwowało mnie 3 razy bardziej: za wysokie krawężniki, za wąskie drzwi na poczcie itp. No i jak tylko doszłam do domu, Krzyś się obudził i zaczął płakać. Dobrze, że nie wcześniej.
Chyba znowu odstawię wózek na jakiś czas
Chusta rulez