oj, cos mi sie wydaje, ze przesadzasz z tym krzywdzeniem dzieci w wozkach. moje dziecko jest od urodzenia wozkowe, pozno uslyszalam o chustach, mlody daje sie nosic glownie na biodrze, a w manduce tylko jak jest porzadnie zmeczony. i uwazam, ze ma wieksza swobode ogladania swiata w wozku niz przyklejony do mnie. w wozku nigdy nim nie telepie, jezdze delikatnie i caly czas z nim rozmawiam (siedzi przodem do mnie), glaszcze, generalnie caly czas mamy kontakt. naprawde nie rozumiem okreslenia "dziecko otumanione w wozku". mysle, ze wszystko zalezy od rodzica. czesto sie widzi matki za wozkiem, zagadane lub zajete czyms innym, a dziecko pozostawione samemu sobie. z drugiej strony, jestem w stanie wyobrazic sobie nosiciela, ktory tylko niesie, oprocz fizycznej bliskosci nie dajac dziecku nic wiecej.
nie lubie generalizowania.
poza tym, czy miara rodzicielstwa jest zachowanie podczas spacerow? moze ci "wozkowi" rodzice daja w domu wiecej bliskosci niz Ci sie wydaje?



Odpowiedz z cytatem





