I ja się poczułam źle. Bo noszenie w chuście to dla mnie też taka forma terapii - wdupiemania co sobie ludzie pomyślą (no bo ja jestem niestety z tych chorobliwie przejmujących się). A dzięki chuście to przechodzi, po prostu muszę się pogodzić z tymi gapiącymi się na mnie ludźmi i już. I zaczyna mi się nawet to podobać, że się na mnie gapią... a niech się gapią. Zaczepiają głównie staruszki dopytujące czy dziecku w nóżki nie zimno i radzące żebym już wyjęła, bo zasnęło. No ale takie coś... nie do pomyślenia.

Krótko mówiąc: co za, kurde, burak!