Może to nic wielkiego, ale chciałam się tylko pochwalići może poznać wersje przygód waszych dzieci.
Nocnikujemy się od 6 miesięcy - Maja szybko zaczęła siedzieć samodzielnie więc i na nocniku zaczęła siadać bez podtrzymywania. Do niedawna świetnie rozpoznawaliśmy sygnały nadejścia kupy i lądowała ona w nocniku. Ostatnio Maja jakos się z tym kryje, choć to żaden jeszcze problem. Ale nie w tym rzecz. Od paru dni mąż zauważył (on nie pracuje-zajmuje się Mają), że Maja czasem nosi sobie nocnik, a niedługo potem mąż odkrywa kupę w pieluszce. Więc mu zasugerowałam, że może to Maja wysyła taki sygnał, żeby ją wysadzić
A dziś myślałam, że sie poryczę ze wruszenia. Przyniosła nocnik z łazienki, kazała sobie zdjąć pieluchę i załozyć ją lalce. Posadziłam ją wtedy na nocniku. Po chwili zeszła, ale wtedy zaczęła się nastepująca zabawa: ok 20 minut Maja mocowała się z nocnikiem i kombinowała jakby go tu dosiąść. Udało jej się raz usiąść jak na konia - wzięła go z takim duzym zamachem nogą. Kolejne próby były nieudane. Usiłowała też posadzić się tyłem do przodu. Aż w końcu chyba zrezygnowana zaczęła sikać na dywan. Ja ją wtedy na nocnik a Maja z wielkim usmiechem dumna i zadowolona zdała sobie chyba sprawę, że sukces został osiągnięty.
Czy wasze dzieci też dają aż tak wyraźne sygnały?




Odpowiedz z cytatem
My mamy takich bardzo wiele
Ale opowiem jedną, którą zresztą już tu gdzieś pisałam - nie dawno wracaliśmy z Bieszczad (do Warszawy) - 9 godzin w samochodzie, a Tuśka jak tylko nie spała, to co godzinę tak strasznie nam marudziła, że się nie dało wytrzymać - to nie był płacz, to było takie prawdziwe marudzenie
To było super!



Pręży sie i krzyczy...nie chcę, zeby sie zraziła i już sama nie weim, co lepsze - odpuścić sobie i spróbować za około tydzień, czy konsekwentnie sadzać....póki co, odpuszczam przy próbie buntu, jakby nigdy nic zakładam gatki i nie robie z tego problemu. Zastanawiam sie ile to jeszcze może potrwać... 


