Tak sobie właśnie pomyślałam, że to oczywiste, przecież - spacer z parasolem. Tym bardziej, że jak pierwszy raz odważyłam się wyjść w tkanej (bo w elastyku chodziłam wcześniej i jakos tak łatwiej mi było) to właśnie padało. Postanowilismy zrobić tatusiowi niespodziankę - zamotałam się niewprawnie, parasol w rękę i po prostu wyszłam... nie zastanaiwałam się za mocno. Fakt, że spacer to był taki na 100 metrów ale deszcz nie stanowi przeszkody, przynajmniej ten letni.