Właśnie dochodzę do siebie po dzisiejszym spacerze... Franek tak szaleje w chuście - odgina się do tyłu, wierci się, staje, wywiesza na bok - że wyciąga całe wiązanie. Nieustannie szarpię się z nim i z chustą, żeby jakoś popoprawiać to co on "wywierci". Zawsze był ruchliwy, ale od paru tygodni (dokładnie odkąd zaczął wstawać i obchodzić meble)wracam umordowana. Dzisiaj wypakowałam go z kieszonki, bo poprawki już były bezsensowne - chciałam zawiązać od początku. Nie dało rady, takie młynki mi wywijał! Wracałam do domu z Żukiem na rękach i chustą przewieszoną przez ramię

Czy to bunt chustowy? Macie jakieś pomysły, rady...